Reklama

Stawiamy na konstruktywny dialog

Z Jerzym Wysockim, prezesem Polskiej Izby Ubezpieczeń, rozmawia Tomasz Brzeziński

Publikacja: 04.10.2003 11:27

Ministerstwo Finansów deklaruje, że wszystkie projekty rozporządzeń do pakietu ustaw ubezpieczeniowych trafią do konsultacji międzyresortowych najpóźniej na początku października. Nie uważa Pan, że czasu na to, żeby rynek ubezpieczeniowy właściwie przygotował się do wejścia ustaw w życie, jest coraz mniej?

Oczywiście, że chcielibyśmy, aby minister finansów, który zobowiązany jest do wydania aktów wykonawczych zrobił to jak najszybciej. Pozwoliłoby to zakładom ubezpieczeń odpowiednio się do tego przygotować: zapewnić odpowiednie środki finansowe czy zaplanować działania stosowne organizacyjne. Ale wiemy, że nie zawsze jest to możliwe. Pragnę przypomnieć, że niedawno w rządowym projekcie pakietu ustaw był zapis, że wchodzą one w życie z 1 lipca 2003 r.

W projekcie była nawet data 1 stycznia 2003 r.

Tak, to prawda. Mówię jednak o późniejszej wersji projektów ustaw. Gdyby weszły one w życie 1 lipca, to na wydanie aktów wykonawczych, biorąc pod uwagę, że ostatecznie one zostały przyjęte 22 maja br., pozostałoby najwyżej kilka tygodni. W konsekwencji towarzystwa miałyby więc na przygotowanie się zaledwie kilka dni. Ostatecznie po naszej interwencji termin przesunięto. Te pół roku vacatio legis dawało zobowiązanym ministrom możliwość spokojniejszego przygotowania projektów aktów wykonawczych.

Tak, ale to tylko teoria. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Może być przecież tak, że zabraknie czasu na to, aby przeanalizować dokładnie skutki poszczególnych zapisów.

Reklama
Reklama

Teoretycznie rzecz biorąc, ze złożeniem przez rząd ustaw, powinny być do nich dołączone projekty rozporządzeń. Dopiero wtedy istnieje możliwość dokonania oceny, czy są zgodne z zakresem określonym w ustawie. Należy pamiętać, że rozporządzenie nie może nałożyć na osobę fizyczną ani prawną zobowiązań czy uszczuplenia praw, które nie zostały określone ustawą. Innymi słowy, akty wykonawcze mają wyłącznie charakter porządkowy, organizacyjny, instruujący. Chcę wierzyć, że do końca listopada wszystkie akty zostaną przyjęte i uchwalone, przez co będziemy mieli choć trochę czasu na to, żeby przygotować się do ich wejścia w życie.

Ministerstwo Finansów deklaruje, że będziecie mieli dwa miesiące na dostosowanie.

To jeszcze lepiej, choć mam prawo mieć pewne wątpliwości, czy dotrzymanie tego terminu będzie możliwe. Rzeczywiście można zakładać, że w stosunku do znacznej części aktów wykonawczych, np. dotyczących obowiązkowych ubezpieczeń OC, termin na koniec października jest realny i prawdopodobny. Sądzę jednak, że w przypadku bardziej skomplikowanych rozporządzeń będzie to nieco trudniejsze. W każdym razie powtórzę jeszcze raz: z naszej strony resort finansów może liczyć na wszelką współpracę czy wsparcie. Deklarujemy szukanie kompromisów, nie prowadzenie wojen podjazdowych, akcji protestacyjnych. Zależy nam na tym, żeby jeśli nawet któreś z rozwiązań nie jest doskonałe, dać sobie czas i poprawić je w późniejszym terminie. W żadnym razie z powodu jednego zapisu nie powinniśmy blokować całego procesu przygotowania rozporządzeń.

Przyznam, że to dość dziwna strategia negocjacyjna. Od razu deklaruje Pan, że jest otwarty na wszelkie propozycje. Chyba będziecie protestować, jeśli w rozporządzeniach pojawią się propozycje przepisów, które np. za mocno będą ingerować w gospodarkę finansową zakładów albo w spowodują znaczący wzrost kosztów działalności?

Nie zgadzam się z tą opinią. Co to znaczy protestować? Można to robić, zgłaszając w sprawie jakiegoś zapisu odrębne stanowisko, czy sprzeciw, jednocześnie gruntownie to uzasadniając. Potem poszukiwać kompromisu w rozmowach z drugą stroną. Można to też robić w taki sposób, jak z ustawą o Pracowniczych Programach Emerytalnych, gdzie przez ponad pół roku w Sejmie strony nie mogły dojść do porozumienia, uparcie stojąc przy swoich racjach. Skutek był taki, że prace na długi czas utknęły w miejscu.Rozumiem, że w procesie tworzenia rozporządzeń idziecie na konstruktywną współpracę z Ministerstwem Finansów.

Tak, bardzo liczymy na taką współpracę. Oczywiście, gdyby okazało się, że jakiś zapis czy rozporządzenie zagrażałoby interesom rynku, będziemy korzystać z prerogatyw przysługującym organizacjom samorządowym.

Reklama
Reklama

W pracach, nad którymi rozporządzeniami spodziewa się Pan największych raf czy trudności?

Jest kilka rozporządzeń, które ministerstwo finansów współtworzy z innymi ministerstwami albo też są odpowiedzialne za samodzielne przygotowanie tych projektów...

Na przykład, ministerstwo zdrowia?

Za projekt rozporządzenia dotyczącego zakresu i trybu oraz wysokości opłat za udzielenie informacji o stanie zdrowia ubezpieczonych formalnie odpowiedzialny jest minister finansów. Poza tym trzeba pamiętać, że w ministerstwie zdrowia zmieniło się kierownictwo, i może stąd wynikają te opóźnienia w przygotowaniu projektu tego rozporządzenia. Nadal uważam, że zakres udzielanych informacji i poziom opłat za taką usługę powinien być przedmiotem ustaleń pomiędzy jednostką opieki zdrowotnej a zakładem ubezpieczeń, a nie ustalany przez urzędy centralne. Próbowaliśmy doprowadzić do wykreślenia tego zapisu z ustawy - w Senacie to się nam nawet udało - jednak posłowie ostatecznie zdecydowali inaczej. Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego zakłady ubezpieczeń powinny płacić taką samą cenę za taką usługę w Jarosławiu i np. w Warszawie. Najwyraźniej ktoś, kto tworzył ten przepis, cierpiał na niedosyt władzy. Uważał prawdopodobnie, że im organ administracji ma więcej władzy, więcej zadań, to być może jest ważniejszy. Ja jednak nadal nie znajduję uzasadnienia, dlaczego tak właśnie ma być.

Rozumiem, że można spodziewać się, iż pól potencjalnych konfliktów będzie więcej.

Może być dużo, choć nie musi. Jeszcze raz podkreślam, że na razie nie widzimy w ministrze finansów czy innych przedstawicielach administracji rządowej naszych przeciwników. Raczej chcemy widzieć, że są to nasi partnerzy, i sami chcemy być tak postrzegani. Nie jesteśmy drapieżnymi kapitalistami, którzy tylko myślą, żeby jak najwięcej wydrzeć dla siebie. Uważamy, że administracja państwowa jest po to, aby ponosić odpowiedzialność za politykę w stosunku do różnych grup społecznych czy form działalności gospodarczej, w tym także ubezpieczeń. Jednak nie należy zapominać, że są sprawy, które są prerogatywą rządu i takie, które są prerogatywą rynku. Staramy się jedynie, żeby nie nastąpiło zmajoryzowanie przez urzędników biznesu. Jak urzędnicy zaczynają kierować biznesem, to, jak przeszłość pokazuje, nigdy mu to na zdrowie nie wychodzi.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama