Jak Pan ocenia obecną sytuację na polskim rynku ubezpieczeń na życie. Upublicznione ostatnio wstępne wyniki finansowe firm za I półrocze 2003 r. wskazują, że mamy do czynienia z grupą kilku towarzystw, które dzięki ogromnej dynamice przychodów sprzedaży "ciągną" w górę cały rynek...
To, jak rozwijają się poszczególne towarzystwa, zależy od strategii przyjętych przez ich zarządy. Niektóre z firm przyjmują strategię krótkoterminową, na przykład jednoroczną, i nastawiają się na zagospodarowanie w tym okresie ściśle określonego segmentu. Zarządy innych towarzystw przyjmują strategie wieloletnie. Dzięki temu stabilność wyników finansowych takich firm jest dużo bardziej przewidywalna. Tak jest w przypadku PZU Życie.
Ale wygląda na to, że wzrosty mają trwały charakter. Czy w związku z tym można powiedzieć, że polski rynek ubezpieczeń się zmienia?
Rzeczywiście, ostatnio bardzo dynamicznie rozwijają się nowe kanały sprzedaży, a także oferta staje się coraz bardziej zróżnicowana. Niektóre towarzystwa zdobywają bardzo duży udział w rynku poprzez zagospodarowanie niszy. Pozostaje jednak pytanie, na ile wzrost przychodów ma trwałą podstawę, dzięki której można mówić o przyjęciu konkretnego kierunku rozwoju, a na ile wzrost sprzedaży ma charakter tymczasowy.
W grupie firm, które w ostatnim czasie rozwijają się bardzo dynamicznie, są również takie, które z jakichś powodów muszą wypracować szybki wzrost sprzedaży, co przekłada się na wzrost przypisu składki. Tylko czy w perspektywie roku, dwóch nie odbije się to na świadczeniach, i czy nie zmniejszy się dynamika sprzedaży w przyszłości? Moim zdaniem, mierzenie udziału w rynku tylko i wyłącznie wielkością składki przypisanej brutto, nie do końca pozwala ocenić, czy towarzystwo właściwie się rozwija, czy też jest to jedynie efekt pojedynczych, spektakularnych działań.