Zagraniczni analitycy w ostatnich miesiącach dość często zmieniali swoje rekomendacje, dotyczące rynku eurodolara. Jeszcze w drugim kwartale przebicie poziomu 1,20 dolara za euro było, ich zdaniem, nieuchronne. Niektórzy mówili nawet o pokonaniu 1,30. Doszliśmy w okolice 1,19, potem przyszła jednak silna korekta. Inwestorzy ponownie interesowali się dolarem głównie na skutek poprawiających się danych dotyczących gospodarki amerykańskiej. Zaczęto więc, i to w wielu przypadkach otwarcie, mówić o zaatakowaniu parytetu, czyli kursu 1 dolar za 1 euro.
Dość szybko okazało się jednak, że wciąż nie ma poprawy na amerykańskim rynku pracy, który jest szczególnie pilnie obserwowany przez ekonomistów. W dodatku zaczęły się pojawiać kolejne spekulacje na temat tego, że administracja amerykańska nie prowadzi już tak naprawdę polityki silnego dolara.
Prezydent Bush zaczyna mieć kłopoty. Po raz pierwszy od objęcia prezydentury jego notowania wyraźnie spadły. Oczywiście, faktem jest, że spadły z gigantycznego poziomu, który został osiągnięty dzięki wzorcowej wręcz, zdaniem specjalistów, postawy w czasie kryzysu związanego z atakiem na Word Trade Center. Problem stał się jednak poważny, poparcie dla głowy państwa jest bowiem obecnie niższe niż dla jej demokratycznego kontrkandydata w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, byłego generała Weslay-a Clarka. Czemu tak się dzieje- Oczywiście, w znacznej mierze jest to efekt polityki zagranicznej prowadzonej przez administrację amerykańską, głównie zaś działań w Iraku. Do dzisiaj nie znaleziono tam broni masowego rażenia, a przecież jej posiadanie i możliwość użycia przez Irak były głównym motywem rozpoczęcia działań wojennych. Niezbyt dobrze popularności Busha służą również ustawiczne ataki na siły USA i fakt, że praktycznie codziennie w Iraku ginie żołnierz amerykański.
Ale problemem jest również, a może przede wszystkim, sytuacja wewnętrzna. Amerykanie chcą dobrobytu, i to jest dla nich najważniejsze. Wielu prezydentów przekonało się na własnej skórze, że nawet sukcesy międzynarodowe przy jednoczesnym braku sukcesów gospodarczych mogą kosztować utratę stanowiska. Tymczasem hucznie zapowiadane wyraźne przyspieszenie amerykańskiej gospodarki nie nadeszło. Bezrobocie wciąż jest, jak na tamtejsze warunki, bardzo wysokie. I to, jak się wydaje, może być największa przeszkodą w reelekcji Busha.
Słabszy dolar to, oczywiście, bardziej konkurencyjny amerykański eksport. Wzrost eksportu to poprawa sytuacji całej gospodarki. Wygląda więc na to, i takie stanowisko zaczyna podzielać coraz więcej ekspertów, że administracji amerykańskiej zaczyna zależeć na słabszym USD. A jeśli tak, to może się okazać, że bardzo szybko ustanowimy kolejne rekordy siły euro wobec dolara. Warto zwrócić uwagę, że nawet przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego zaczynają powoli przyzwyczajać nas do tego, że kurs wspólnej waluty może być przez długi czas tak wysoki, jak obecnie, lub nawet wyższy. Zachodni analitycy wracają więc do prognoz, że w najbliższych miesiącach możemy dotrzeć do poziomu 1,30.