Zdaniem wicepremiera Jerzego Hausnera, odpowiedzialnego za politykę gospodarczą, możliwe jest, że rząd zgłosi autopoprawkę do budżetu na 2004 rok, uwzględniającą plan redukcji wydatków. - Z całą pewnością pojawią się inicjatywy legislacyjne, które będą zmniejszały wydatki w przyszłym roku. Jest jednak mało prawdopodobne, że pojawią się w takim momencie, żeby zgłosić autopoprawkę, ale jeszcze bym tego nie wykluczył - powiedział J. Hausner. Jego zdaniem, zgłoszenie autopoprawki mogłoby skomplikować prace nad budżetem, które muszą zakończyć się w cztery miesiące.
Tymczasem wczoraj rozpoczęła się w Sejmie debata nad projektem budżetu na rok 2004, w którym rząd zakłada deficyt na poziomie 45,5 mld zł. Być może uda się go zmniejszyć o 2,1 mld zł. Na tyle oszacował przyszłoroczne oszczędności J. Hausner, prezentując swój program racjonalizacji finansów publicznych.
Zdaniem ministra finansów Andrzeja Raczko, pięcioprocentowy wzrost gospodarczy zakładany w projekcie ustawy budżetowej na 2004 rok jest możliwy. - Pragnę wspomnieć, że w 2002 roku profesor Marek Belka przedstawił powszechnie akceptowaną koncepcję, zwaną kotwicą Belki, zgodnie z którą wydatki budżetowe nie mogły rosnąć szybciej niż 1% ponad planowaną inflację. W budżecie na 2004 r. kotwica ta została ponownie zarzucona - stwierdził A. Raczko. Dodał, że choć wydatki ogółem wzrosną o 15 mld zł, to większość tej sumy stanowić będą środki wydatkowane ze względu na nasze wejście do Unii Europejskiej. - Faktycznie więc wydatki wzrosną w przyszłym roku o niespełna 4 mld zł, a środki te zostaną przeznaczone na waloryzację rent i emerytur, wzrost płac w sferze budżetowej oraz wzrost pensji dla nauczycieli akademickich - powiedział minister finansów.
Co znalazło się
w budżecie