Na polskim rynku działa obecnie kilkanaście funduszy inwestujących za granicą. Zarządzają aktywami o wartości blisko 2,8 mld zł. Większość tych środków należy do podmiotów lokujących na rynku papierów dłużnych. W tym roku zainteresowanie nimi znacząco wzrosło. To efekt dobrych wyników, znacznie przewyższających stopy zwrotu krajowych funduszy obligacyjnych.

Fundusze zagraniczne mają w swojej ofercie: BZ WBK AIB, CA IB, DWS, Millennium, Pioneer, Skarbiec i Union Investment. Są one adresowane m.in. do osób posiadających lokaty dewizowe w bankach. Dlatego większość z nich przyjmuje wpłaty w walutach obcych.

Może się zdarzyć, że klienci, którzy dokonają wpłaty np. w euro (wypłata następuje w tej samej walucie), zapłacą podatek od zysków kapitałowych nawet jeżeli na inwestycji ponieśli stratę. Dzieje się tak w przypadku, gdy wartość jednostek wyrażona w euro maleje, a wyrażona w złotych - rośnie (TFI publikują wartość jednostek w złotych i w walutach).

- Przepisy podatkowe mówią, że podstawą do naliczenia podatku jest dochód uczestnika funduszu. Nie precyzują, w jakiej walucie ma on być wyrażony - wyjaśnia Zbigniew Czumaj, dyrektor departamentu księgowości funduszy w Pioneerze. - Z ustawy o rachunkowości wynika natomiast, że księgi funduszu powinny być prowadzone w złotych. W oparciu o dane z tych ksiąg jest natomiast wyliczany dochód uczestników. Dlatego przyjęliśmy ostrożną interpretację, że podstawą do naliczenia podatku jest dochód wyrażony w polskiej walucie - dodaje.

Ten sam problem mają inne towarzystwa zarządzające funduszami zagranicznymi. Nasila się on w okresie, gdy złoty traci na wartości. Nie ma jednak prostej recepty na jego rozwiązanie. Jeżeli zmieniłyby się regulacje dotyczące rachunkowości funduszy i mogłyby one prowadzić księgi w walutach obcych - sytuacja odwróciłaby się i pokrzywdzeni byliby inwestorzy dokonujący wpłat w złotych. Z kolei prowadzenie księgowości jednocześnie w dwóch różnych walutach byłoby - w ocenie specjalistów - zbyt skomplikowane.