Miedź początkowo wczoraj taniała, co było zapewne reakcją na środowy wzrost ceny tego metalu aż o 45 USD na tonie, czyli o 2,34%. Tak znaczna zwyżka pod koniec londyńskiej sesji była spowodowana wyjątkowo optymistyczną wiadomością z nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej. Obliczany przez ekonomistów tego banku indeks aktywności w przemyśle wzrósł w październiku do 33,7 pkt., podczas gdy analitycy spodziewali się, że wyniesie 16 pkt. Dobre informacje makroekonomiczne z USA pojawiły się także wczoraj. Produkcja przemysłowa zwiększyła się tam we wrześniu zgodnie z oczekiwaniami o 0,4%, co było trzecim kolejnym wzrostem tego wskaźnika, a w ub. tygodniu zmniejszyła się liczba wniosków po raz pierwszy składanych o zasiłki dla bezrobotnych. Wszystkie te wiadomości powinny przełożyć się na wzrost zużycia miedzi w USA, a więc również wzrost popytu na ten metal na światowym rynku. Toteż po południu cena miedzi znowu zaczęła rosnąć i w ciągu niecałej godziny przekroczyła trzyletnie maksimum odnotowane w środę.

Na krótko przed zamknięciem sesji na londyńskiej giełdzie tona miedzi kosztowała 1975 USD wobec 1964 USD na zakończeniu środowych notowań.

Nerwowa atmosfera utrzymuje się na rynku ropy naftowej od podjęcia przez OPEC decyzji o zmniejszeniu wydobycia. Każda dodatkowa informacja na ten temat podgrzewa nastroje. I tak stało się wczoraj rano, gdy przedstawiciel Iranu w tej organizacji potwierdził, że decyzja ta będzie zrealizowana od 1 listopada, aby uniknąć ryzyka nadpodaży. Cena ropy wzrosła od razu w Londynie o 31 centów. Przy okazji stwierdził, że przyczyną tak wysokich cen ropy jest wciąż nieustabilizowana sytuacja w Iraku i stale utrzymujące się napięcie w stosunkach izraelsko-palestyńskich, a nie niedobór tego surowca na rynku. Uspokajająco na nastroje na londyńskiej giełdzie wpłynęła informacja Departamentu Energetyki o wzroście zapasów ropy w USA i to ponad dwukrotnie większym niż przewidywali ekonomiści. Rezerwy surowej ropy wzrosły o 3,8 mln baryłek do 390 mln - o 3,8% większe niż o tej porze przed rokiem. A to oznacza, że amerykańskim rafineriom starczy surowca do zaspokojenia rosnącego popytu na olej opałowy. Po południu w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w listopadzie kosztowała wczoraj 31,00 USD, czyli o 13 centów więcej niż na środowym zamknięciu.

Złoto, z natychmiastową dostawą, staniało na londyńskiej giełdzie o 7 centów do 372,55 USD.