Reklama

Przedwyborcze harce

Publikacja: 21.10.2003 10:17

To jasne, że czas na dyskusję o reformie finansów publicznych się skończył - trzeba działać. Dlatego moment na wymianę szefa rządu nie jest dobry. Leszek Miller z pewnością nie jest osobą nie do zastąpienia, a Józef Oleksy, typowany na jego następcę, z pewnością nie jest gospodarczym oszołomem. Gdyby więc przetasowania były ceną za przełknięcie przez SLD kilkuletniego programu cięć wydatków budżetowych i zwiększenie społecznego poparcia dla reform...

Prawdziwy problem leży chyba jednak gdzie indziej. W parlamencie. Zaczęły się w nim najwyraźniej przedwyborcze harce. Widać, jak politycy potrafią myśleć długoterminowo, gdy rzecz idzie o ich mandaty. Nie po raz pierwszy traci na tym gospodarka.

SLD wystraszyło się wyników sondaży i część Sojuszu odmawia poparcia programowi Hausnera. Nie dziwię się - bodaj po raz pierwszy ta partia staje przed koniecznością wzięcia na siebie odpowiedzialności za istotne dla państwa reformy. Wie jednak z doświadczenia innych partii, jak to się kończy w wyborczych rozliczeniach. I zdaje się zapominać, że to dylemat pozorny: państwo czy władza za wszelką cenę. Władza nad gruzami państwa nie daje satysfakcji i też nie trwa długo.

Pech chciał, że "zdrowa siła" w SLD nie może liczyć w parlamencie na zbyt duże wsparcie. O koalicjancie, UP, nie ma co mówić - Rada Krajowa dała w sobotę popis demagogicznych umiejętności. Cóż, musi ratować resztki popularności nadwerężonej kolejnymi genialnymi pomysłami ministra Pola. Ile osób w Samoobronie czy LPR wie, o czym w ogóle jest mowa i czym grozi załamanie finansów publicznych? Czy PO i PiS podpiszą się pod planem reform w sytuacji, kiedy zyskując na popularności i na krytyce programu oszczędnościowego, mogą zbić dodatkowy kapitał? Czy PSL wyjdzie z zaścianka własnych, branżowych interesów? Pierwszy test, czyli debata budżetowa, nie wypadł zbyt dobrze. Całe szczęście, że projekt budżetu nie został odrzucony.

Szkoda, że po referendum unijnym nie doszło do przedterminowych wyborów. Do następnego rozdania byłyby cztery lata i teraz rozsądek miałby więcej szans w walce z "sondażowymi" emocjami.

Reklama
Reklama

Posłowie zapominają, że reformy Hausnera to minimum. To zresztą dopiero odkrywanie wierzchołka góry lodowej, jeśli chodzi o bardzo chory system zabezpieczenia społecznego, ubezpieczenia rolnicze, rozmaite PFRON-y, rozbudowaną administrację itd., itp. Tej choroby bynajmniej nie zahamują pomysły w rodzaju 50-proc. (kto da więcej?) stawki podatkowej. W budżecie rezerwy po stronie wydatków są ogromne. To jasne, że program nie spodoba się np. zdrowym rencistom. Oni się nie przejmują spadkiem wartości złotego, zniżką cen obligacji i marszem na południe indeksów giełdowych. Przejmą się dopiero wtedy, kiedy zabraknie na renty, które i tak im się nie należą. Ale oszczędności spodobają się tym, którzy nie życzą sobie opłat drogowych i jednoczesnego marnotrawienia pieniędzy z innych ich podatków. Zyskają akceptację tych, którzy trzeźwo myślą o gospodarce. O nich też radziłbym pamiętać, panowie posłowie, w przedwyborczych kalkulacjach.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama