Niechętne nastawienie inwestorów do polskich obligacji nie dziwi z dwóch powodów. Większość ekonomistów wskazuje na to, że jeszcze nigdy rząd na tak dużą skalę, jak to będzie w przyszłym roku, nie emitował papierów skarbowych. Stąd też niepokój inwestorów budzi to, jak na taką podaż zareaguje rynek. Rozluźnienie polityki fiskalnej w zasadzie zamyka drogę do dalszych obniżek stóp procentowych. A to właśnie nadzieje na nie napędzały do lata wzrost cen obligacji o stałym oprocentowaniu. Utrzymująca się niska inflacja pozwalała wierzyć w szybką konwergencję, czyli dostosowanie poziomu stóp procentowych w Polsce do warunków panujących w krajach Unii Europejskiej. Teraz okazuje się, że te rachuby były zbyt optymistyczne. Przyjęcie euro odsuwa się w czasie, więc uczestnicy rynku żądają wyższej premii (większej rentowności lub niższej ceny) za nabywane papiery.
Zwrot na świecie
Jednocześnie jesteśmy świadkami odwracania się spadkowego trendu rentowności obligacji na świecie. Na wykresie amerykańskich dziesięciolatek jest właśnie testowana czteroletnia linia trendu. Jej przełamanie będzie oznaczać, że inwestorzy na poważnie liczą się z możliwością podniesienia stóp procentowych w USA. Wspomniał o tym ostatnio sekretarz skarbu John Snow, stwierdzając, że stopy powinny w Ameryce niedługo wzrosnąć, gdyż największa gospodarka świata ma się coraz lepiej. Analitycy spodziewają się, że Fed zdecyduje się na podwyżkę stóp mniej więcej w połowie przyszłego roku. Rynek dyskontuje to już teraz.
W tej sytuacji jest prawdopodobne, że również w Polsce obserwowany wzrost rentowności papierów skarbowych jest dopiero początkiem długookresowej tendencji. Zapewne rynkowe stopy procentowe (wyrażone są one rentownością obligacji o długim terminie zapadalności, np. 10 lat) nie znajdą się na poziomie sprzed dwóch czy trzech lat, ale i tak pole do ich wzrostu jest znaczne.
Dolar będzie pod presją