Winiety, przegnane od frontu, wróciły kuchennymi drzwiami. Ukryły się pod postacią opłaty paliwowej, wrzuconej do znowelizowanej ustawy o autostradach płatnych. Zauważmy - chodzi o autostrady płatne i nowy haracz, mający nas przybliżyć do autostrad płatnych. Rozwiązywanie problemów poprzez nakładanie haraczy, czyli sięganie do kieszeni podatników, nie jest żadną sztuką. Jest wyrazem bezradności, czyli niemocy w zakresie wykorzystania środków, które od lat odkładają się w cenie paliwa i innych opłatach, z przeznaczeniem na inwestycje drogowe. Odkładają się i potem gubią w biurokratycznej czarnej dziurze. Kierowcy zapłacą realną cenę owej wieloletniej niemocy: droższy o 6-9 groszy litr paliwa. Czy będą z tego autostrady? Pożyjemy, zobaczymy...

Co gorsza, w temacie "drogi" rozeszły się akurat drogi Warszawy i Brukseli. Nowy akt fiskalizmu w Polsce, osłaniany hasłem "budujemy drogi i mosty" zbiegł się w czasie z cofnięciem się Unii Europejskiej. My stawiamy teoretyczny krok w przód, okupiony haraczem, oni krok w tył. Polskie priorytety komunikacyjne, które miały uzyskać wsparcie Brukseli, wypadły z "krótkiej listy" Komisji Europejskiej. Ostała się tylko trakcja kolejowa z Gdańska przez Warszawę do Katowic i dalej na południe. A zaczęło się tak obiecująco! Przy wszystkich gafach, jakie popełnia Berlusconi, włoskie przewodnictwo w UE ucieszyło nas, gdy postawiło na rozwój paneuropejskiej infrastruktury. Cztery zadania z polskiego koncertu życzeń dostały się na listę priorytetów transportowych Unii Europejskiej. Uważam, że Włosi mają rację. Nie ma integracji bez komunikacji! Scalanie kontynentu musi być oparte na transportowym kręgosłupie. Spójrzmy na Polskę. Do dziś widać ślady trzech zaborów, które komunikacyjnie odwracały się od siebie plecami. Dla ostatecznego zatarcia Jałty potrzebne są europejskie projekty infrastrukturalne. Włosi je ogłosili, myśmy się ucieszyli, a teraz Włosi "wymiękają" pod niemiecko-francuskim naciskiem, by przekierować pieniądze z infrastruktury na badania i rozwój. Unijne wsparcie dla naszych dróg i kolei stanęło pod znakiem zapytania.

Defensywny sygnał z Brukseli zbiegł się w czasie z udanym zamachem ministra Pola na kieszenie polskich podatników. Ten zaś fiskalny zamach skrzyżował się z szeroko reklamowanym gestem pod adresem biznesu, w postaci 19-procentowego CITo-PITu. Jest to niebezpieczne skrzyżowanie. Z dobrodziejstwa owych 19% skorzysta mniejszość, a droższe paliwo opłaci większość. Mam przeczucie, że zapłaci i nadal będzie jeździć po dziurawych drogach.