Kilka dni temu, wypowiadając się na temat wprowadzenia 50-proc. stawki PIT dla najbogatszych, przedstawiciele Rady Przedsiębiorczości oświadczyli, że jest to demagogia, że to populistyczna głupota. Może poskutkowało, bo posłanka Anna Filek wycofała swój projekt, choć jednocześnie zapowiedziała, że jeszcze do tego projektu wróci. Co Pan sądzi o tym podatku?
Ja bym dodał do tych argumentów, które zostały wcześniej wysunięte przez Radę, że to jest nieskuteczne. A nieskuteczność polega m.in. na tym, że osoby bogate są w stanie płacić mniej i to zupełnie legalnie. Trzeba mieć świadomość tego, że wchodzimy do Unii Europejskiej i tak naprawdę każdy z nas będzie mógł sobie, w pewnym sensie, płacić podatki w Unii Europejskiej. Tam możemy szukać niższego opodatkowania. Ludzie optymalizują swoje wybory i szukają najtańszych rozwiązań.
Jak to jest w tych innych krajach?
Na przykład, w Niemczech jest stawka bardzo wysoka dla najlepiej zarabiających i wynosi ona 48,5%. Tyle że Niemcy już teraz obniżają te stawki. Jest wielka dyskusja, dlaczego nie ma wzrostu gospodarczego w Niemczech. Między innymi uważa się, że jednym z powodów są zbyt wysokie podatki, ograniczające przedsiębiorczość. We Francji mamy podatek w wysokości 49%, z tym, że ważny jest próg, od którego w taką stawkę wchodzimy. Jeżeli chodzi o kraje Europy Środkowowschodniej, to na Węgrzech obniżają w przyszłym roku podatki, na Słowacji wprowadzają podatek liniowy, na Łotwie wprowadzono podatek liniowy, w Rosji jest niski podatek liniowy.
Dlaczego te argumenty nie trafiają do, na przykład, posłanki Anny Filek?