W piątek wzrosły w Europie notowania amerykańskiej firmy telekomunikacyjnej AT&T. Bezpośrednią przyczyną była nieoficjalna wiadomość o wznowieniu negocjacji dotyczących jej połączenia z BellSouth. Obie firmy rozważały już taką możliwość, ale w związku z różnicami zdań na tematy finansowe w sierpniu doszło do zerwania rozmów. Podobno BellSouth nie chciał wówczas zapłacić 20,5 mld USD za przejęcie kontroli nad partnerem. Informacja o powrocie w ostatnich dniach do rokowań została uznana przez rzecznika AT&T za pogłoskę.
Według osób zbliżonych do negocjacji, BellSouth miałby zakupić AT&T, którego nazwę przyjęłaby połączona firma. Wiele wskazuje na to, że scalenie działalności byłoby korzystne dla obu stron.
BellSouth, mający mocną pozycję w połączeniach lokalnych w południowowschodniej części USA, stara się rozszerzyć klientelę, przejmując aktywa innych spółek. W trzecim kwartale objął usługami długodystansowymi 654 tys. nowych abonentów, zwiększając ich liczbę do 3,4 mln. Sprzedaż wzrosła w tym czasie o 5,4%, do 5,73 mld USD, a zysk netto do 936 mln USD, z 640 mln USD rok wcześniej.
Przejęcie AT&T, zajmującego czołowe miejsce w połączeniach długodystansowych, zwiększyłoby dostęp BellSouth do usług dla przedsiębiorstw. Jest to bardzo istotne wobec malejącego popytu na połączenia lokalne ze strony klientów indywidualnych. Obecnie firma ma ich 23,9 mln.
Dla AT&T połączenie z BellSouth byłoby zgodne ze strategią dyrektora generalnego Davida Dormana, który stara się uzdrowić finanse spółki i wydobyć ją z zadłużenia sięgającego 65 mld USD. Jest ono efektem zakrojonych na szeroką skalę zakupów, forsowanych przez jego poprzednika - C. Michaela Armstronga. Podczas jego pięcioletniej kadencji, zakończonej rok temu, AT&T przejęło firmy o wartości przekraczającej 100 mld USD. Pomimo tak dużych wydatków, nie udało się jednak rozszerzyć działalności na inne rodzaje usług telekomunikacyjnych.