Kursy rosyjskich spółek wczoraj zwyżkowały. Wzrostom przewodziły Sibnieft i Jukos, które wkrótce mają się połączyć, oraz inna firma z branży naftowej Surgutnieftiegaz. Indeks RTS zyskał niecałe 5%. - Rynek może pozostać zmienny przez kilka następnych dni, ponieważ inwestorzy muszą przeszacować ryzyko w Rosji i na nowo zbilansować swoje portfele - twierdzi Władimir Czikładze z Nikoil Capital Markets.

Po poniedziałkowej przecenie o 17% walory Jukosu zyskały wczoraj 3,7%. - Akcje odrobią straty - uważa Pascal Curtet z Gerifonds Euromac Fund z Lozanny. - Według mnie, wszystko zależy od ceny ropy, a nie wierzę, by w krótkim okresie mogła spaść - dodaje. Przez ostatnie sześć miesięcy surowiec zdrożał o 46%.

Kurs Jukosu spadł o 25% w ciągu trzech tygodni po aresztowaniu w lipcu Płatona Lebiediewa, prezesa grupy Menatepu, kontrolującej 60,5% największej rosyjskiej spółki naftowej. Przed zatrzymaniem Chodorkowskiego kurs wrócił do poprzedniego poziomu.

Po aresztowaniu szefa przedstawiciele Jukosu zapowiedzieli, że wydobycie i rafinacja ropy nie zostaną przerwane. Spółką, której dyrektor generalny ma pozostać w więzieniu do końca grudnia br., będzie kierował Steven Theed. Dotychczas był on dyrektorem operacyjnym. Pomogą mu dyrektor finansowy Jukosu Bruce Misamore, który przyszedł z PennzEnergy, dyrektor ds. informacji Thomas Nicewarner z ConocoPhilips i Joe March, były dyrektor w Schlumbergerze, teraz na stanowisku zastępcy dyrektora ds. produkcji.

Inwestorzy twierdzą, że zatrudnianie w minionych trzech latach ludzi z USA na najwyższych stanowiskach może teraz uchronić Jukos przed negatywnym wpływem śledztwa. Amerykanie nie są uwikłani w polityczne gry prowadzone w środowisku rosyjskich władz i biznesmenów. Zdecydowanie polityczny charakter miało w powszechnej opinii aresztowanie Chodorskowskiego, najbogatszego Rosjanina, który popierał opozycyjne partie.