- Jeżeli doprowadzimy do katastrofy finanse państwa, to najwięcej zapłacą za to ci, których teraz opozycja broni najbardziej, czyli najbiedniejsi - powiedział J. Hausner. Jego zdaniem, w tej chwili jest ostatni moment na to, aby wydatki budżetu racjonalizować "z głową", a nie ciąć "jak popadnie". - Cięliśmy w 2001 roku, kiedy wisiała nad nami dziura Bauca, spowodowana działaniami poprzedniej koalicji. Dla niej zakończyło się to katastrofą wyborczą. Teraz, jeżeli nie zaczniemy działać, skończy się to katastrofą państwa - mówił J. Hausner.
Krytykowała nawet koalicja
Posłowie głównie jednak krytykowali program wicepremiera. - Pana program zakłada weryfikację rent, a jednocześnie trwa restrukturyzacja przemysłu, która wypycha ludzi na wcześniejsze emerytury i renty - zarzucał Zbyszek Zaborowski z SLD. Dodał, że trzeba się zastanowić, czy oszczędności w administracji publicznej są potrzebne, skoro Polska wchodzi do Unii Europejskiej, która obciąża urzędników dodatkowymi obowiązkami.
Mniej delikatnie obeszli się z programem Zbigniew Kuźmiuk z PSL oraz Krystyna Skowrońska z PO. - Sposobem na niski wskaźnik zatrudnienia ma być obniżenie podatku dochodowego dla firm. Tymczasem o wiele większy wpływ na pobudzenie przedsiębiorczości miałoby obniżenie składek na ubezpieczenia społeczne, które sięgają nawet 85% płacy netto. Tutaj należy szukać drogi do zmniejszenia bezrobocia - mówił przedstawiciel PSL. Dodał, że strasznie trudno będzie przekonać społeczeństwo do propozycji racjonalizacji wydatków, którym sprzeciwia się 60% Polaków. Z kolei przedstawicielka PO domagała się podania dat przygotowania konkretnych rozwiązań legislacyjnych, wprowadzających pomysły racjonalizacji w życie.
Debata dopiero się zaczęła