Informacja o najsilniejszym od prawie dwóch dekad tempie wzrostu gospodarczego w USA w III kw. mogła niewątpliwie zrobić wrażenie na mniej odpornych na optymistyczne statystyki osobach. Nie sądzę jednak, by paniczne zakupy akcji w oczekiwaniu na kontynuację "hossy" były właściwą reakcją na te dane. Warto zauważyć, że w stosunku do III kw. 2002 r. tempo wzrostu wyniosło jedynie 3,3%, praktycznie tyle samo, co rok temu. Równie wysokie kwartalne tempo wzrostu (+7,1%) pojawiło się w IV kw. 1999 r., o czym inwestorzy zostali poinformowani przez tamtejszy GUS 2 tygodnie po historycznym szczycie średniej przemysłowej Dow Jonesa.
Ostatni raz gospodarka USA notowała wyższe, niż ostatnio, tempo wzrostu PKB pomiędzy II kw. 1983 a I kw. 1984 r. (7,3-9,8%). Cóż, kiedy akurat wtedy właśnie Dow Jones kończył 66-proc. wzrost rozpoczęty w dnie recesji z 1982 r. i wchodził w trwającą do połowy 1984 korektę (-16%, najwięcej w latach 1982-1987). Gdy tempo wzrostu gospodarczego ponownie przekroczyło 7% w IV kw. 1987 r., przez przypadek zbiegło się to akurat z październikowym 40-proc. krachem na Wall Street.
Jeśli cokolwiek wynika z tego krótkiego przeglądu, to z pewnością nie teza, że ponad 7-proc. kwartalne (po annualizacji) tempo wzrostu PKB w USA jest sygnałem kupna akcji. Oczywiście wiedza o takim właśnie pozytywnym rozwoju sytuacji w USA mogła być użyteczna pół roku temu, czy nawet 3 miesiące temu. Obecnie dla rynku akcji jest to "musztarda po obiedzie". Nadmiernie szybkie tempo wzrostu gospodarczego było niekorzystne dla akcji w przeszłości, gdyż skutkowało presją na ceny obligacji i krótkoterminowe stopy procentowe. Tym razem Fed zaparł się, że stóp nie podniesie w przewidywalnej przyszłości. To stanowi wsparcie dla rynku kapitałowego, ale odbywa się oczywiście kosztem wartości dolara. O takich drobiazgach jak jakość tego wzrostu gospodarczego (pokaźna część wydatków rządowych ma miejsce na pustyniach Mezopotamii) czy fakt, że przyrost PKB został okupiony wielokrotnie większym wzrostem poziomu całkowitego zadłużenia, nie warto już nawet wspominać.