Ludzie związani z rynkiem kapitałowym, media, politycy różnych ugrupowań lobbowali w Sejmie i rządzie za przesunięciem terminu wprowadzenia podatku od zysków giełdowych. Nieskutecznie. Dlaczego? Brak argumentów? Mało ważkie?
Przeważyły powszechne opinie, mówiące o tym, że o wejściu podatku w życie było wiadomo od dawna, a rozliczenie inwestorów nastąpi dopiero za rok. Obie są błędne, bo nawet dziś nie są znane szczegóły, a systemy do naliczania musiałyby funkcjonować od stycznia.
Więc dlaczego większość posłów przyjęła bezkrytycznie takie opinie?
Niestety, niewiele osób w parlamencie zajmuje się giełdą. Rynek ten wciąż kojarzy się jako miejsce źle rozumianej spekulacji. Rozmowy strony rządowej z instytucjami rynkowymi zaczęły się bardzo późno - negocjacjom nie sprzyjały częste zmiany na stanowisku wiceministrów odpowiedzialnych za ten kawałek gospodarki. Być może zabrakło Ministerstwu Finansów argumentów, aby przekonać rząd do zrezygnowania z potencjalnego źródła dochodów przy równoległych cięciach budżetowych czy zmianach w opodatkowaniu osób fizycznych i prawnych. Zadziałała kwestia psychologiczna. Znaczenia nie miała wielkość spodziewanych dochodów, a sama rezygnacja. Zawsze tak jest - największe batalie z Ministerstwem Finansów toczą się o miliony, nie o miliardy.
Ile fiskus może zarobić na inwestorach? Jaki wpływ będzie miał podatek na obroty giełdowe?