Według danych Thomson First Call - instytucji, która zajmuje się m.in. monitorowaniem i prognozowaniem wyników przedsiębiorstw za Atlantykiem - kwartalne raporty finansowe ogłosiło już 407, czyli 81% spółek z indeksu S&P 500, skupiającego największe firmy z USA. Między lipcem a wrześniem ich zysk netto zwiększył się średnio o 21,7% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Ostatnio tak dobry rezultat zanotowano w drugim kwartale 2000 r. Swoimi wynikami spółki wyprzedziły bardzo już optymistyczne oczekiwania analityków z Wall Street. Na starcie sezonu raportów, czyli na początku października, szacowali oni, że w III kw. zyski wzrosły o niecałe 16%
Rozczarowali giganci. Spółka o największej kapitalizacji, czyli Microsoft, zarobiła o 4,3% mniej niż przed rokiem, a zysk drugiej pod tym względem General Electric spadł o 11%.
Większość amerykańskich firm poprawiła jednak wyniki - głównie dzięki cięciu kosztów, choć wreszcie dało się też zaobserwować wzrost popytu. - Rósł on w trzecim kwartale z jednego głównego powodu: konsumentów - uważa John Zimmerman, strateg z Banc of America Capital Management. - Konsumenci mają więcej pieniędzy do wydania dzięki niższym odpisom na poczet podatku. To jest żywa gotówka w ich kieszeniach - dodaje.
Wzrost sprzedaży zanotowały m.in. spółki związane z sektorem nowych technologii. Przychody Intela zwiększyły się o 20%, a sprzedaż Texas Instruments, który jest liderem w produkcji układów do komórek, wzrosła o 13%. Zysk netto obu tych firm, w dużej mierze dzięki redukcji kosztów i zatrudnienia, zwiększył się ponad dwukrotnie.
Najniższe od 45 lat stopy procentowe doprowadziły do wzrostu popytu na kredyty, przez co banki poprawiły swoje wyniki. Hossa na giełdach (indeks S&P 500 zyskał od początku roku 20%) sprzyjała firmom brokerskim i świadczącym inne usługi finansowe. Citigroup zanotował 20-proc. wzrost zysku, a przychody firmy były najwyższe w historii. Zysk Bank of America zwiększył się o 31%.