Zysk netto KPN wyniósł w ostatnim kwartale 139 mln euro (160 mln USD), wobec 68 mln euro rok wcześniej. Holenderski potentat zapowiedział więc jednocześnie wypłatę dywidendy w wysokości 12 centów na akcję za 2003 r., a także podniósł, już po raz drugi, prognozę wyników w całym bieżącym roku.
Dobra forma KPN to w dużej mierze zasługa dyrektora generalnego firmy Ada Scheepbouwera. Wyprowadził on spółkę z bardzo poważnych kłopotów finansowych. Podobnie jak inni giganci telekomunikacyjni z Europy KPN wpadł w nie na przełomie wieków. Wówczas to na fali gorączki internetowej i rozwoju nowoczesnych technologii telekomy wydawały ogromne kwoty na ekspansję (np. na licencję na świadczenie usług z zakresu telefonii trzeciej generacji - UMTS). Ad Scheepbouwer zmniejszył wydatki i zredukował zatrudnienie, a przede wszystkim zdołał obniżyć zadłużenie spółki. Na koniec III kwartału dług netto KPN wynosił 9,4 mld USD, wobec 13,9 mld USD rok wcześniej. Po raz ostatni holenderski koncern miał zadłużenie nie przekraczające 10 mld USD w lutym 2000 r., gdy sfinalizował zakup niemieckiego operatora sieci telefonii komórkowej - E-Plus Mobilfunk. W "najcięższych czasach", czyli w I kwartale 2001 r., dług KPN wynosił aż 23 mld USD.
Piąty z rzędu kwartał na plusie i zapowiedź powrotu do dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami nie pomogły jednak w poniedziałek notowaniom spółki. Akcje KPN potaniały na początku sesji w Amsterdamie o ponad 2%. Po pierwsze, spółka jako ostatnia z europejskich potentatów zapowiedziała ponowną wypłatę dywidendy. Wcześniej uczyniły to m.in. Telecom Italia, brytyjski BT Group i hiszpańska Telefonica. Poza tym wynik netto był gorszy od oczekiwanego. Analitycy spodziewali się, że KPN zarobi ok. 199 mln euro. Warto też pamiętać, że akcje holenderskiej spółki są już dość drogie. W tym roku zdrożały o 8%, a od czasu gdy w 2001 r. szefem został Ad Scheepbouwer, cena walorów KPN wzrosła już o 70%.