Jeśli po sesji, która odbyła się przy bardzo niskich obrotach, można wysuwać jakieś wnioski, to szansa na dalsze umocnienie złotego w stosunku do euro jest dość znaczna. Jeszcze pod koniec listopada za euro trzeba było zapłacić 4,685 zł. W poniedziałek po południu już tylko 4,589 zł. To bardzo blisko osiągniętej w czwartek, najniższej wartości w trwającym od początku miesiąca trendzie - 4,58 zł. Wygląda na to, że po obniżeniu ratingu dla Polski przez agencję Standard &Poors, wszystkie złe wiadomości dla złotego znalazły już odzwierciedlenie w cenach. Poniedziałkową zwyżkę złoty zawdzięcza przede wszystkim inwestorom zagranicznym. Ich zlecenia trafiły na mało płynny rynek, powodując umocnienie naszej waluty o ponad 2 grosze, w porównaniu z sesją piątkową.

Dolar, podobnie jak w piątek, notowany był w poniedziałek po 3,9933 zł. Amerykańska waluta nie traci do złotego tak szybko jak euro - poniedziałkowy kurs był tylko 5 groszy niższy od maksimum w trwającym cztery tygodnie trendzie wzrostowym dolara.