- Nie chcę komentować sprawy, która wciąż się toczy - mówi nam Marcin F. Nie może wyjeżdżać z kraju, a jeśli opuszcza miejsce zamieszkania na dłużej niż trzy dni, musi informować policję bądź prokuratora. Jak wynika z naszych informacji, złożył w prokuraturze bardzo obszerne wyjaśnienia dotyczące mechanizmów inwestycyjnych w Wólczance i WLC oraz ich operacji finansowych. Na razie jest jedyną osobą, której postawiono zarzuty. Prokuratura uznała, że działał na szkodę spółek oraz przekroczył uprawnienia.
Na dokumentach, które prokuratura brała pod uwagę, były podpisy także innych menedżerów, zwłaszcza byłego prezesa Wólczanki (kilkanaście dni temu zmarł). Ponadto badana jest w sprawie rola niektórych członków rady nadzorczej.
Tropem poręczenia
Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez władze Wólczanki złożył w lipcu 2002 r. Generalny Inspektor Informacji Finansowej. Prokuratura badała okoliczności, w jakich giełdowa spółka udzieliła firmie zależnej - WLC Inwest - poręczenia w związku z emisją przez nią weksli inwestycyjnych przedsiębiorcy. Weksle zostały objęte przez BGŻ. Uzyskane w ten sposób pieniądze WLC wykorzystywała głównie na zakup akcji firm giełdowych (przede wszystkim Apeximu i Szeptela). Aby o tym nie informować, Wólczanka zmniejszyła zaangażowanie w WLC z niemal 100% do niespełna 20%. Mimo to KPWiG niedawno nałożyła na odzieżową firmę karę w wysokości 100 tys. zł za nienależyte wypełnianie obowiązków informacyjnych.
Ponieważ na inwestycjach giełdowych i skomplikowanych operacjach finansowych WLC poniosła gigantyczne straty, nie była w stanie spłacić BGŻ. Bank zwrócił się o pieniądze do poręczyciela (wraz z odsetkami chodzi o ponad 20 mln zł). Wólczanka do tej pory nie rozwiązała problemu - negocjuje z BGŻ. Miała zresztą kłopoty nie tylko z poręczeniem. Również lokowała w akcje Apeximu i Szeptela - z opłakanym skutkiem.