Pierwsze sesje tygodnia na rodzimym parkiecie nie rozpieszczają posiadaczy akcji. Po ponad 3-proc. spadku w poniedziałek, wczorajsza sesja także upłynęła pod dyktando niedźwiedzi. Oczekiwania na przynajmniej krótkotrwałe odreagowanie pozostały w sferze złudzeń. Początek tygodnia przyniósł wyraźny sygnał sprzedaży - wybicie dołem z formacji trójkąta powinno zaowocować dalszym spadkiem w okolice 1300 pkt. Ostatnią nadzieją byków pozostaje strefa wsparcia w przedziale 1477-1490 pkt, która w trakcie wczorajszej sesji była broniona z dużą determinacją. Przełamanie tej bariery okazałoby się wystarczającym potwierdzeniem wygenerowanego w poniedziałek sygnału sprzedaży. To mogłoby całkowicie pogrążyć stronę popytową.

Interesująco przedstawia się analiza długoterminowa wykresu WIG20. Linia łącząca ostatnie dwa lokalne maksima ma punkt styczny z historycznym szczytem z marca 2000 r. na poziomie ok. 2500 pkt. Dodając do tego fakt, że cała wiosenno-letnia fala wzrostowa zakończyła się dokładnie na poziomie 50-proc. zniesienia bessy z okresu marzec 2000-październik 2001 r. dochodzimy do wniosku, iż ostatnia hossa to jedynie silniejsza korekta trendu spadkowego. Idąc dalej i dokonując analizy w horyzoncie ostatnich ośmiu latach okazuje się, że wykres WIG20 porusza się w trendzie bocznym w przedziale 1000-1900 pkt. W ostatnim okresie indeks znajdował się bliżej górnego zakresu tego przedziału, zaś aktualnie ponownie kieruje się w stronę południową. Przyjmując te scenariusze w najbliższych kilku miesiącach należy oczekiwać spadku.

Tym negatywnym prognozom sprzeciwiają się zarówno zdrowy rozsądek, jak i czynniki fundamentalne - wyniki spółek wprawdzie nie okazały się rewelacyjne, niemniej jednak w ogólnej skali są znacznie lepsze zarówno w stosunku do poprzedniego kwartału jak i roku. Niepokój wprowadzają rynki amerykańskie oraz wzrastające ryzyko wystąpienia kolejnych ataków terrorystycznych. Trudno sobie wyobrazić wzrost rodzimej giełdy przy trendzie spadkowym na świecie.