Rząd potwierdził, że ożywienie w USA, Europie i Azji zwiększa wpływy z eksportu i skłania spółki do wydatków inwestycyjnych, w wyniku czego druga na świecie gospodarka przez kolejne siedem kwartałów odnotowała wzrost PKB. Największym niebezpieczeństwem, zagrażającym dalszemu rozwojowi, jest utrzymująca się stagnacja wydatków konsumpcyjnych w kraju, a z drugiej strony wzrost kursu jena do dolara o 9% w tym roku, co zmniejsza wartość eksportu i pogarsza konkurencyjność japońskich towarów na zagranicznych rynkach.

Rosnący eksport i wydatki inwestycyjne spółek w całości wygenerowały wzrost PKB Japonii w III kw. o 0,6%. Wydatki konsumpcyjne, które stanowią 55% tamtejszej gospodarki, nie zmieniły się między lipcem a wrześniem. Przyczyny tej stagnacji to tańszy import spowodowany mocnym jenem, a także podniesienie kosztów opieki medycznej i akcyzy na papierosy, co zmniejszyło pozostające do dyspozycji dochody Japończyków.

Pierwsze szkodliwe skutki umocnienia jena zaobserwowano już w październiku, kiedy po raz pierwszy od siedmiu miesięcy spadł japoński eksport. Wpływy z eksportu zmniejszyły się o 2,8% w stosunku do września. Jednocześnie jeszcze bardziej, bo o 4,9%, spadł import, co pozwoliło na zwiększenie nadwyżki handlowej Japonii do 1,04 bln jenów (9,53 mld USD). Tak znaczny spadek importu może oznaczać ograniczenie inwestycji w japońskich firmach.

Gdy kurs japońskiej waluty w środę wzrósł do 107,56 za dolara, i był najwyższy od listopada 2000 r., bank centralny zdecydował się na interwencję na międzynarodowym rynku. Gazeta "Nihon Keizai" napisała wczoraj, że BOJ sprzedał bilion jenów. W czasie poprzednich tegorocznych interwencji bank centralny sprzedał 16,2 bln jenów. W środę wieczorem kurs jena do dolara spadł w Nowym Jorku do 109,32, co na tyle poprawiło nastroje inwestorów, że indeks Nikkei wzrósł o 2,6%.