Politycy oficjalnie ogłosili zwycięstwo. W rzeczywistości jednak sukces spotkania w Miami sprowadza się do uzgodnienia dalszego kalendarza negocjacji w dziewięciu oddzielnych obszarach. Powstanie ogólnoamerykańskiej strefy wolnego handlu (z wyjątkiem komunistycznej Kuby) ma zostać sformalizowane w styczniu 2005 r. Ceną za dotrzymanie terminu było jednak znaczne rozluźnienie założeń, jakie mają towarzyszyć istnieniu Free Trade Area of Americas (FTAA). Mimo to, ostateczne wejście w życie umów o wolnym handlu w 2015 r. zmieni zasadniczo gospodarczy krajobraz zachodniej półkuli.
O wyniku szczytu przesądził kompromis zawarty za plecami innych krajów między Brazylią a Stanami Zjednoczonymi. Obie strony zgodziły się, aby umowy o powstaniu FTAA nie obejmowały takich kwestii, jak ochrona własności intelektualnej czy subsydia rolne. Mają one zostać rozstrzygnięte na szczeblu globalnym w ramach Światowej Organizacji Handlu. Państwa wchodzące w skład FTAA będą mogły też decydować o wyłączeniu pewnych newralgicznych dla nich obszarów handlu spod obowiązujących umów. Takie ustalenia spotkały się z krytyką innych gospodarczo silnych krajów - Chile oraz Kanady, a także Meksyku, który jest największym beneficjentem Północnoamerykańskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (NAFTA), obejmującego oprócz tego kraju również USA i Kanadę.
Już za sukces uznano fakt, że negocjacje nie zakończyły się fiaskiem, tak jak to miało miejsce dwa miesiące temu podczas szczytu Światowej Organizacji Handlu w Cancun. Dzięki FTAA powstanie największy na świecie rynek 800 milionów konsumentów, wytwarzający rocznie towary i usługi wartości 14 bln USD.