Cena miedzi odnotowała w minionym tygodniu największy spadek od ponad siedmiu lat. Wyniósł on 6,3%. Fundusze hedgingowe i inni nastawieni spekulacyjnie inwestorzy na nowojorskim rynku Comex czwarty tydzień z rzędu więcej sprzedawali, niż kupowali. Z najnowszych danych wynika, że w tygodniu zakończonym 11 listopada mieli oni 44 429 kontraktów terminowych na ten metal, a więc o ponad 4 tys. mniej niż 14 października, kiedy ustanowili pod tym względem 20-letni rekord.
Spowodowana tą informacją techniczna korekta na rynku może zepchnąć cenę miedzi jeszcze niżej, co niektórzy zapewne zechcą wykorzystać do zwiększonych zakupów. Zdaniem analityków, redukcja pozycji spekulacyjnych uzdrowi sytuację na rynku i większego znaczenia nabiorą przesłanki fundamentalne. Lizbońska International Copper Study Group prognozuje, że w przyszłym roku deficyt miedzi na rynku zwiększy się do 386 tys. ton, z 362 tys. ton w tym roku. Po południu tona miedzi z dostawą za trzy miesiące kosztowała na londyńskiej giełdzie 1961 USD, wobec 1969 USD na zakończeniu czwartkowych notowań.
Ropa naftowa trochę w piątek staniała, mimo początkowej nerwowości na rynku, spowodowanej ostrzelaniem gmachu irackiego ministerstwa ds. ropy. Premia wojenna jest jednak zawarta w obecnej wysokiej cenie tego surowca i ataki terrorystów nie są w stanie jej już podnieść, dopóki ich celem nie będą instalacje naftowe.
Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy gatunku Brent z dostawą w styczniu kosztowała po południu 29,48 USD, wobec 29,56 USD na czwartkowym zamknięciu.
Kontrakty terminowe na złoto zdrożały w piątek, czego bezpośrednią przyczyną był komunikat trzeciego na świecie producenta tego kruszcu Barrick Gold Corp., informujący, że spółka ta rezygnuje w najbliższych latach ze sprzedawania złota przed jego wydobyciem. Ta praktyka sprzedawania z odroczoną dostawą rozpowszechniła się w 1999 r., kiedy cena złota osiągnęła 20-letnie minimum. Producenci zabezpieczali się w ten sposób przed dalszymi spadkami. Od tego czasu jednak ceny rosną.