Nowa metoda polega na tym, że o udziale spółki w indeksie będzie decydowała liczba akcji w wolnym obrocie (tzw. free float). Nie będą zaś brane pod uwagę te papiery, które należą do innych spółek lub do francuskiego rządu. O wpływie notowań danej spółki na wysokość indeksu nie będzie więc już decydowała w pierwszej kolejności, tak jak dotychczas, jej kapitalizacja. Euronext, właściciel paryskiej giełdy, będzie zmieniał udział spółki w indeksie za każdym razem, gdy liczba akcji dostępnych w obrocie będzie zmniejszała się lub rosła o 5 punktów procentowych.

W tej sytuacji zarządzający funduszami indeksowymi będą musieli częściej dostosowywać skład portfeli do udziału poszczególnych spółek w CAC 40. W praktyce będzie to oznaczało większe koszty z tytułu prowizji maklerskich i opłat za transakcje. - Przystosowanie się do zmian sposobu obliczania indeksu może w tym roku zmniejszyć zwroty funduszy indeksowych o 0,1 do 0,2 pkt proc. - uważa Stephane Rougier, szef działu funduszy indeksowych w BNP Paribas Asset Management. Szacuje się, że w funduszach opartych na CAC 40 jest ok. 7 mld euro.

Euronext stosuje już metodę obliczania indeksów według free float dla wskaźników należących do niego giełd Holandii, Belgii i Portugalii. Morgan Stanley Capital International i FTSE Group stosują tę metodę do obliczania ich światowych wskaźników. To samo robi Stoxx Ltd. z indeksami europejskich spółek.

Zmiana sposobu naliczania paryskiego indeksu spowoduje spadek lub wzrost popytu funduszy indeksowych na poszczególne akcje, w zależności od tego, jaki udział będą miały teraz spółki we wskaźniku. Na przykład koncern naftowy Total zachowa pozycję spółki najbardziej oddziałującej na wartość indeksu, a jego udział nawet zwiększy się z obecnych 12,1% do ok. 15%. Natomiast France Telecom spadnie z obecnego drugiego miejsca w indeksie na szóste, a L?Oreal z trzeciego na dziewiąte, gdyż tylko połowa akcji tych spółek będzie brana pod uwagę przy nowej metodzie tworzenia wskaźnika.