Zła passa dolara trwa trzeci tydzień z rzędu. Za wspólną walutę 7 listopada płacono 1,15 USD, teraz kosztuje 1,2 USD. Indeks wartości dolara spadł w tym czasie o 3%, z 93,02 do 90,12 pkt w piątek.
Kapitał unika
Stanów Zjednoczonych
Popyt na dolara ograniczają obawy, że Stany Zjednoczone nie będą w stanie przyciągnąć odpowiedniej ilości kapitału do sfinansowania rekordowego deficytu obrotów bieżących. Wynosi on blisko 5% PKB w przeciwieństwie do nadwyżki w Japonii i krajach tworzących strefę euro. Takie zagrożenie potwierdziły październikowe dane, mówiące o tym, że zagraniczni inwestorzy kupili najmniejszą ilość amerykańskich papierów wartościowych od kilku lat. Akcje postrzegane są jako przewartościowane, Fed zaś deklaruje utrzymanie jeszcze przez jakiś czas stóp procentowych (determinujących rentowność obligacji) na poziomie najniższym od 45 lat. Banki centralne Anglii i Australii podniosły w tym miesiącu koszty pieniądza do odpowiednio 3,75% i 5,25%. Amerykańska stopa depozytowa na poziomie 1% jest też o połowę niższa niż w Eurolandzie. Determinacja Fed w utrzymaniu niskich stóp procentowych zaczyna budzić wśród analityków obawy o trwałość ożywienia gospodarczego w USA. Wspominali o tym specjaliści Lehman Brothers, czwartego największego banku inwestycyjnego w USA, w cotygodniowym raporcie poświęconym sytuacji na światowych rynkach walutowych.
Wzrost PKB nie pomaga