Rzecznik Sibnieftu Aleksiej Firsow potwierdził treść tego oświadczenia. Natomiast prezes Jukosu Siemion Kukies powiedział, że nie informowano go, że udziałowcy Sibnieftu oznajmią zawieszenie fuzji obu firm i było to dla niego zaskoczenie. - Proces łączenia trwa. Jako kierownictwo wywiązujemy się z wszystkiego, co ustalono w ubiegłym miesiącu - powiedział Kukies na konferencji prasowej.
Jukos w październiku uzgodnił kupno 92% Sibnieftu i zamierzał do końca roku sfinalizować transakcję. W jej wyniku powstałaby szósta na świecie publiczna spółka naftowa. Akcjonariusze Jukosu mieli w piątek przegłosować zmianę nazwy na JukosSibnieft, a także wypłacenie dywidendy w wysokości 2 mld USD.
Rosyjska prokuratura prowadzi śledztwo przeciwko Jukosowi i jego największym akcjonariuszom. Od 25 października w areszcie przebywa były prezes Michaił Chodorkowski. Zarzuca się mu, tak jak i innym, oszustwa finansowe i zaległości podatkowe. W minioną środę prokuratorzy przeszukali główną siedzibę firmy i zajęli dokumenty związane z prowadzonym dochodzeniem. Wcześniej policja przeprowadzała rewizje w biurach Jukosu, biurach jego prawników, a nawet w sierocińcu ufundowanym przez Chodorkowskiego. Do składającego się z siedmiu punktów aktu oskarżenia, w czwartek prokuratura dodała jeszcze jeden. Zarzuca byłemu prezesowi, że nielegalnie kupił 2,8 mln USD.
Kurs akcji Jukosu od początku roku do dnia aresztowania Chodorkowskiego wzrósł o 56%. Później papiery te staniały o 22%. Po opublikowaniu komunikatu o zawieszeniu fuzji akcje Jukosu straciły na moskiewskiej giełdzie 7,9%, a Sibnieftu 5,5%.