Z przedstawionego wczoraj projektu finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa wynika, że ministerstwo zamierza więcej pożyczać za granicą i jednocześnie skracać zapadalność długu krajowego. Takie decyzje są zapewne podyktowane sytuacją na krajowym rynku obligacji, na którym od połowy tego roku trwa wyraźna dekoniunktura. Rentowność papierów pięcio- i dziesięcioletnich zwiększyła się w tym czasie o ok. 2,5 pkt proc. W mniejszym stopniu ucierpiały instrumenty o krótszych terminach zapadalności. Jednocześnie znacznie wzrosła różnica między dochodowością polskich obligacji i krajów strefy euro. Na przykład, w połowie roku różnica między polskimi i niemieckimi pięciolatkami wynosiła ok. 2 pkt proc. Teraz jest to prawie dwa razy tyle. Stąd też chęć pozyskiwania kapitału na świecie. Można to czynić po bardziej atrakcyjnej cenie. Plany Ministerstwa Finansów zakładają zebranie za granicą w I kwartale 2004 r. 4-5 mld euro, dzięki emisji papierów dłużnych oraz kredytom i pożyczkom. W całym 2003 roku emisje zagraniczne miały wartość ok. 4,6 mld USD.
Plan sobie, strategia sobie
Plany finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu w I kwartale 2004 r. nie bardzo przystają do przedstawionej przez Ministerstwo Finansów we wrześniu strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2004-2006. Co prawda, zakłada ona utrzymanie długu publicznego przede wszystkim na bezpiecznym poziomie, ale też stawiała za cel zmniejszenie udziału bonów skarbowych w długu krajowym. Wskazywano też na celowość utrzymania zasady pozyskiwania środków na rynkach światowych przede wszystkim na finansowanie spłaty zapadającego zadłużenia zagranicznego. Tymczasem już w I kwartale 2004 r. Ministerstwo Finansów zamierza zrealizować 33-44,5% planu emisji bonów, założonego w projekcie budżetu i pozyskiwać środki za granicą na bieżące finansowanie budżetu. Piotr Marczak, dyrektor departamentu długu publicznego w Ministerstwie Finansów, zapewniał jednak w wypowiedzi dla agencji Reutersa: - Nie jest to rewizja naszych planów i wrócimy do normalnego terminarza emisji, gdy rynek się ustabilizuje.
Trudny I kwartał
Wicepremier Jerzy Hausner zauważył wczoraj w rozmowie z dziennikarzami, że najtrudniejszy dla finansowania budżetu i usunięcia nerwowości na rynkach będzie właśnie I kwartał 2004 r. Wtedy budżet ma najmniejsze wpływy, a duże wydatki. J. Hausner dodał, że nerwowość i niestabilność rynków trzeba wiązać z polityką fiskalną i poziomem deficytu.