Od nowego roku zmienią się istotnie zasady uzyskiwania przez towarzystwa ubezpieczeń od zakładów opieki zdrowotnej (ZOZ) informacji o stanie zdrowia ubezpieczonych. - Teraz towarzystwo samodzielnie negocjuje ceny z placówkami medycznymi. Niektóre pobierają wynagrodzenie za te informacje, inne nie - wyjaśnia Jerzy Wysocki, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Za miesiąc ma się to zmienić. Nowa ustawa o działalności ubezpieczeniowej upoważniła bowiem ministra zdrowia do wydania, w porozumieniu z ministrem finansów, rozporządzenia określającego szczegółowy zakres i tryb udzielania zakładom ubezpieczeń informacji oraz sposób ustalania wysokości opłat.

Propozycja, jaką przedstawił resort zdrowia, niemile zaskoczyła środowisko ubezpieczeniowe. Okazało się, że urzędnicy chcą, aby towarzystwa płaciły placówkom medycznym od 46 do 460 zł za udostępnienie informacji o stanie zdrowia klientów (projekt uzależnia wysokość opłat od zakresu informacji udzielanych przez placówkę służby zdrowia oraz od okresu, z jakiego pochodzą te informacje). - Uważamy, że zaproponowane ceny są niewspółmiernie wysokie w stosunku do nakładu pracy i kosztów ponoszonych przez placówki medyczne. Nie chcemy, żeby lekarze wypisywali jakieś raporty. Potrzebna jest nam tylko kserokopia karty pacjenta - ocenia krytycznie projekt Jerzy Wysocki.

Rozporządzenie ministra zdrowia powinno być wydane najpóźniej w połowie grudnia. - Wokół sprawy zapadła cisza. Obawiam się, że o ostatecznych opłatach dowiemy się z mediów - utyskuje Jerzy Wysocki. Resort zdrowia w dołączonym do projektu uzasadnieniu twierdzi, że wprowadzenie opłat nie pociągnie za sobą skutków finansowych dla budżetu, a także jednostek samorządu terytorialnego. - Zwiększy natomiast dochody samodzielnych publicznych ZOZ-ów oraz innych podmiotów, udzielających świadczeń zdrowotnych - czytamy w uzasadnieniu. Prezes PIU uważa, że ustalone odgórnie opłaty zwiększą koszty ochrony ubezpieczeniowej, a w konsekwencji wpłyną na poziom składek płaconych przez klientów.