Reklama

Długa lista absurdów

Z Henryką Bochniarz, prezydentem Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, rozmawia Jacek Uryniuk

Publikacja: 05.12.2003 08:14

Jak pracodawcy oceniają zmiany w podatkach czekające nas w przyszłym roku?

Cieszę się, że udało się nam wywalczyć 19-proc. liniową stawkę PIT dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Boję się jednak, że ograniczenia, które zapisał w ustawie Sejm i Senat, osłabią wpływ obniżki PIT na pobudzenie gospodarki. Dlatego czekamy na całościową strategię podatkową rządu na następne lata. Przedsiębiorcy nie mogą ograniczać swoich planów do najbliższego roku. Chcą wiedzieć, w jakim kierunku będzie ewoluował system podatkowy w dłuższej perspektywie.

Czyli nie uznaje Pani za sukces tych zmian podatkowych, które udało się w tym roku przeforsować?

Przeciwnie, 19-procentowa stawka dla firm jest wielkim sukcesem. Dzięki niej opinia publiczna zaczyna inaczej myśleć i mówić o podatku liniowym. Jeszcze niedawno w dyskusji o nim było więcej ideologii niż ekonomii. Na szczęście w przypadku 19% PIT dla przedsiębiorców zwyciężyło podejście racjonalne. Teraz trzeba zadbać o nie także w pozostałych kwestiach podatkowych: ordynacji, nowej ustawie o VAT, ustawie akcyzowej. Lista absurdów jest wciąż długa.

Resort finansów pracuje już nad strategią podatkową na najbliższe lata. Czego się Pani po niej spodziewa?

Reklama
Reklama

Mam pewne obawy o podejście Ministerstwa Finansów. W czasie debaty podatkowej o PIT, rozpoczętej kilka miesięcy temu, mieliśmy problemy z nawiązaniem partnerskiej dyskusji z tym resortem. Jego urzędnicy okopywali się na swoich pozycjach i cały czas szukali argumentów przeciwko naszym propozycjom. Konieczna jest zmiana podejścia i nawiązanie dialogu. Nie można ciągle podejrzewać przedsiębiorców o to, że chcą państwo oszukać.

Więc organizacje pracodawców nie pomagają teraz ministerstwu w pracach nad tą strategią tak, jak w trakcie prac nad nowelizacjami ustaw podatkowych na przyszły rok?

Niestety, nikt nas na razie o zdanie nie pytał. Być może resort chce opracować kompletny projekt i dopiero później go konsultować. Nie wierzę jednak, by udało się przygotować spójny projekt bez ciągłej współpracy z reprezentantami przedsiębiorców. Propozycje podatkowe wcześniej czy później muszą trafić do Komisji Trójstronnej i stać się przedmiotem dyskusji. Byłoby lepiej, gdyby debatę zacząć wcześniej i już założenia strategii przedstawić środowiskom biznesowym. Podjęcie dialogu dopiero na etapie gotowego projektu grozi niespójnością systemu, nawet jeśli uda się wywalczyć jakieś korzystne dla przedsiębiorców rozwiązania jednostkowe.

Czy myśli Pani, że jest szansa na umieszczenie w tej strategii podatku liniowego od 2006 lub 2007 roku, jak chce tego wicepremier Jerzy Hausner?

Tak, szansa jest duża. W ciągu kilku lat wygasną ulgi i wtedy będzie nas stać na wprowadzenie podatku liniowego. Do wprowadzenia liniowego potrzebne jest samozaparcie i konsekwencja. Myślę, że premier Leszek Miller i wicepremier Jerzy Hausner je mają.

Obniżenie podatków ma pomóc w osiągnięciu wysokiego wzrostu gospodarczego. W opinii J. Hausnera ma temu też sprzyjać rozwój małej przedsiębiorczości, dzięki nowej ustawie o swobodzie gospodarczej. Czy Pani zdaniem uda się tę swobodę wprowadzić w takim kształcie, w jakim chce wicepremier?

Reklama
Reklama

Ustawa o swobodzie gospodarczej wymaga zmiany kilkuset innych aktów prawnych. I właśnie o kształt przepisów ją wprowadzających idzie teraz bój. Jeżeli poszczególne ministerstwa, broniąc swojego stanu posiadania, doprowadzą do ograniczenia ustawy, to lepiej jej wcale nie uchwalać. Jednak determinacja wicepremiera Hausnera i wiceminister gospodarki Małgorzaty Okońskiej-Zaremby jest tak duża, że nie wierzę, by dopuścili do jakichś zgniłych kompromisów. Mają świadomość, że to byłaby przegrana i ich, i gospodarki.

Dlaczego urzędnicy tak boją się tej ustawy?

Wierzą, że to oni wiedzą najlepiej, jak regulować gospodarkę. Wychodzą z założenia, że im więcej będzie od nich zależało, tym przedsiębiorcom będzie lepiej - a jest wręcz odwrotnie. Pocieszam się, że nawet gospodarki lepiej od naAle to Polska ma problem z rosnącym zadłużeniem publicznym, bo pieniądze przejada rozrośnięta administracja.

Można z sarkazmem powiedzieć, że jak komuś nie udało się założyć biznesu, to poszedł do administracji, która się w ostatnich latach bardzo rozrosła. Trzeba odchudzać państwo i zastanowić się, czy poszczególne resorty są potrzebne. Gdy będziemy mieli ten mały rząd, to powinni znaleźć się w nim ludzie najwyższych lotów, którym należałoby przyzwoicie płacić, by w urzędach zostali. Być może w tym małym rządzie powinno znaleźć się miejsce dla resortu do spraw małych i średnich przedsiębiorstw. Jestem przeciwko rozrostowi administracji, ale czuję, że bez silnej struktury reprezentującej sektor prywatny znikniemy ze swoimi problemami.

Wydaje się, że wicepremier Hausner widzi zagrożenia wynikające z faktu, że nasze państwo jest drogie. Ale czy uda mu się przekonać parlament do tego, by koszty administracji zmniejszyć?

Bardzo cenię zdolność Jerzego Hausnera do negocjacji. Dialog jest potrzebny. Bez tego nie da się w Polsce zrobić reform. Nadchodzi jednak moment podejmowania decyzji. Moment, kiedy trzeba powiedzieć: "Oto nasz plan i nasze argumenty. Kto się dał przekonać, to dobrze. A kto nie, to trudno. My wprowadzamy zmiany i to my ponosimy za nie odpowiedzialność". Mam nadzieję, że tak właśnie postąpi rząd i swój program wprowadzi w życie.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama