Miałem dzisiaj napisać o zadziwiającej odporności naszego giełdowego parkietu na kłopoty rynków wschodzących ze sprzedażą papierów skarbowych. Tyle tylko, że wczoraj nadrobiliśmy odporność na te niepokojące wieści, a z ewentualnym dalszym problemem nieudanych aukcji będziemy się zmagać dopiero w przyszłym tygodniu. Uwaga na Węgry, bo jeśli znowu 3- lub 15-letnie obligacje nie znajdą chętnych, nie chciałbym mieć wtedy akcji spółek z regionu Europy Środkowej.
Na dzisiaj jednak wszystkie te problemy odkładamy na bok i liczy się tylko jedno - "matka wszystkich raportów", czyli raport o bezrobociu w USA. Wczorajsza sesja była do tego dobrym wstępem. Do 14.30 kontrakty tkwiły w konsolidacji, a rozpiętość sesji wyniosła 16 pkt. Dopiero publikacja liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyrwała rynek z marazmu.
Skoro jedne dane przyniosły tyle zamieszania, to nietrudno sobie wyobrazić, jak dynamiczny może być dzisiejszy ruch. Idziemy w dół? Choć techniką przed tą publikacją bym się nie kierował, to akurat nasze poglądy są jednakowo dla byków nieprzyjemne. Inwestorzy oczekują, że o 14.30 zobaczą 150 tys. nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych i 6,0% stopy bezrobocia. Co do tego drugiego będą usatysfakcjonowani, ale przy liczbie miejsc pracy zapomniano chyba; po pierwsze, o październikowej ankiecie Challenger?a, sugerującej rekordową liczbę zwolnień; po drugie, o czynniku sezonowym, który w przedświątecznym okresie powinien pokazać wyraźny wzrost zatrudnienia, a, jak wiadomo po publikacjach detalistów, jest wyraźnie gorzej niż rok temu; po trzecie, o prawdopodobnie nieuwzględnionym w prognozach wpływie sposobu liczenia strajkujących pracowników, co, według szacunków, ma zmniejszyć liczbę miejsc pracy o ponad 50 tys.