Ostatnia sesja była nudna i usypiająca. Z powodu wyjątkowo niskiego obrotu na rynku kasowym, właściwie każdy ruch indeksu i kontraktów należałoby zignorować. Od trzech sesji gracze krótkoterminowi są mocno narażeni na ogranie przez zarządzających dużą gotówką. Przypomina to ciągnące się tygodniami manipulacje indeksem, jakie miały miejsce w 2002 roku. Na rynku zabrakło zagranicy.

W tej sytuacji skupiłem się na analizie LOP, którego wzrost w końcówce czwartkowej sesji był czymś nieoczekiwanym. Podejrzenia wzbudził fakt jego wzrostu, który nastąpił w fazie wybicia kontraktów w dół. Przeważnie wybijaniu się towarzyszy spadek LOP, będący skutkiem zamykania pozycji na stopach. Dodatkowo kontrakty "wyzerowały" wtedy bazę, a to mogło pociągnąć za sobą zamykanie pozycji arbitrażowych. Ale stało się coś przeciwnego. LOP urósł. W dość nerwowej sytuacji, kiedy rynek skierował się w dół, przebijając 1500 pkt jacyś gracze otworzyli z premedytacją długie pozycje po 1485-90 pkt próbujących zarobić na wybiciu w dół.

Atmosfera od początku piątkowej sesji nie była dobra. Przeważały obawy przed spadkiem. Na rynku kompletnie zabrakło gotówki i nie wiem, jak to wytłumaczyć. Wszyscy pojechali do Trondheim na Małysza? Mieliśmy sesję bez kupujących, rynek obsunął się i... zabrakło podaży. Powtórzyła się historia z LOP-em. Rósł w dołkach. Po 15.00 nastąpiło wybicie ponad 1490 pkt, pękły stopy i wtedy LOP spadł, tyle że to już nastąpiło zgodnie z prawidłami. Biorąc pod uwagę to, że pozycji arbitrażowych już praktycznie nie ma, LOP na poziomie 19500 jest wysoki. Coś się z pewnością wkrótce wydarzy.