Po poniedziałkowym wzroście notowań wtorek przyniósł umiarkowany spadek cen ropy naftowej. Główną przyczyną była poprawa pogody w północnowschodniej części USA, gdzie ustały olbrzymie opady śniegu i podniosła się temperatura. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w styczniu płacono po południu 29,53 USD, wobec 29,98 USD w końcu sesji poniedziałkowej.
Prognozy meteorologiczne mogą jednak zapobiec wyraźniejszemu spadkowi notowań. W regionie dotkniętym atakiem zimy oczekuje się bowiem, po przejściowym ociepleniu, kolejnego spadku temperatury oraz nowych burz śnieżnych. Ponieważ w tej części USA zużywa się trzy czwarte oleju opałowego spalanego w całym kraju, perspektywa ochłodzenia sugeruje ponowny wzrost notowań tego paliwa, a wraz z nimi cen ropy naftowej.
Tymczasem dalsze osłabienie waluty amerykańskiej sprzyjało zwyżce notowań złota. Do utrzymania rekordowo niskiego kursu dolara do euro przyczyniły się wczoraj opinie ekonomistów, zgodnie z którymi Zarząd Rezerwy Federalnej miał pozostawić na dotychczasowym poziomie stopy procentowe. Te zaś zniechęcają zagranicznych inwestorów do gospodarki amerykańskiej, hamując napływ kapitałów.
Atrakcyjność złota jako bezpiecznej lokaty zwiększyły też niepokojące doniesienia o zamachu bombowym w centrum Moskwy oraz dalszych atakach na wojska amerykańskie w Iraku. Na nowojorskim rynku Comex uncja tego kruszcu z dostawą w lutym kosztowała wczoraj 409,90 USD, tj. o 2,40 USD więcej niż w poniedziałek.
Notowania miedzi wykazywały nadal tendencję zwyżkową. Przyczyniały się do niej oznaki ożywienia w gospodarce światowej, zapowiadające wzrost zapotrzebowania na ten surowiec powszechnie używany w przemyśle i budownictwie. Dodatkowym impulsem był strajk w chilijskiej kopalni należącej do największego producenta miedzi - Codelco. Ze względu na przerwę w wydobyciu kierownictwo firmy postanowiło przeprowadzić tam przegląd techniczny.