Reklama

Sekurytyzacja wywołała awanturę polityczną

Z Aleksandrem Chłopeckim, wiceprzewodniczącym KPWiG, i Arturem Zapałą, zastępcą dyrektora Departamentu Funduszy Inwestycyjnych KPWiG, rozmawia Katarzyna Siwek

Publikacja: 11.12.2003 08:30

Dziś w Sejmie ma się odbyć trzecie czytanie ustawy o funduszach inwestycyjnych. Podczas prac parlamentarnych najwięcej uwagi poświęcono funduszom sekurytyzacyjnym, które mają inwestować w długi.

Aleksander Chłopecki: Tak, posłowie poświęcili im bardzo dużo czasu, zapominając o wielu innych ważnych sprawach. Przeraziło nas trochę to, że ustawa regulująca bardzo specjalistyczne kwestie, związane z funkcjonowaniem rynku funduszy inwestycyjnych, wywołała taką awanturę polityczną. Z tego nic dobrego wyniknąć nie może.

Co się nie spodobało posłom?

A.Ch.: Mieli różne wątpliwości. Najważniejsze z nich dotyczyły opodatkowania transakcji sekurytyzacyjnych oraz dochodzenia przez fundusze praw od dłużników.

Jaki był problem z podatkami?

Reklama
Reklama

Artur Zapała: Część posłów twierdziła, że przepisy ustawy zostały tak sformułowane, że przychody banków z tytułu sprzedaży wierzytelności funduszom sekurytyzacyjnym będą zwolnione z podatku. Sugerowali nawet, że budżet straci na tym dużo pieniędzy.

Nie mieli racji?

A.Z.: Nie. W funduszach zostały przyjęte powszechnie obowiązujące zasady podatkowe dotyczące zbywania wierzytelności. Przykładowo, jeśli bank ma w swoim portfelu kredyt o wartości tysiąca złotych i odsprzeda go za tę kwotę, nie ma z tego tytułu przychodu: pożyczył tysiąc i dostaje tysiąc. Przychód pojawi się dopiero wtedy, gdy bank sprzeda ten kredyt np. za 1100 zł. Wtedy od różnicy, czyli od 100 zł, zapłaci podatek. Opodatkowana jest też sprzedaż odsetek. Posłowie twierdzili natomiast, że podatek powinien być naliczany od całej kwoty sprzedawanej wierzytelności.

Czy posłowie zmienili te zapisy w projekcie?

A.Ch.: Nie, zostały w takim brzmieniu, jakie zaproponowaliśmy. Minister finansów wytłumaczył posłom tę kwestię i żadna poprawka nie została w drugim czytaniu zgłoszona.

Na czym polegał problem z dochodzeniem przez fundusze sekurytyzacyjne praw od dłużników? Posłowie z połączonych Komisji Finansów Publicznych i Skarb Państwa zaproponowali nawet usunięcie z ustawy niektórych przepisów regulujących te kwestie.

Reklama
Reklama

A.Ch.: Przedmiotem krytyki była konstrukcja tzw. sekurytyzacyjnego tytułu egzekucyjnego. Jest to instrument analogiczny do tego, jakim dysponują banki. Na jego podstawie dochodzą praw od swoich dłużników. Chodziło nam o to, aby fundusz, który kupuje długi np. od banku, też miał prawo do ściągania wierzytelności. Bez tego dochodzenie praw od dłużników trwałoby latami i oznaczałoby zamrożenie pieniędzy powierzonych funduszowi przez inwestorów.

Skąd się wzięły wątpliwości związane z tytułem egzekucyjnym?

A.Ch.: Środowisko bankowe nie jest zainteresowane rozszerzaniem tego przywileju na inne instytucje finansowe. To jest taki naturalny opór.

Banki chciałyby zachować tytuły dla siebie, chociaż prawo własności do kredytu przechodzi na fundusz?

A.Ch.: Tak.

A.Z. Przedstawiciele sektora bankowego wyrażali obawy, że fundusz wyposażony w takie narzędzia zacznie się zachowywać agresywnie. Padały argumenty, że dłużnik, który nie spłaca kredytu, z bankiem może się jakoś porozumieć. Nie będzie miał natomiast takiej możliwości, gdy wierzytelność przejmie fundusz, bo ten będzie egzekwował należność od razu.

Reklama
Reklama

A.Ch.: To nie jest kwestia dobrego serca, tylko chłodnej kalkulacji. Tak samo działają banki. Jak rozkładają komuś spłatę na raty, to przecież nie dlatego, że go lubią. Fundusz, jeśli będzie widział możliwość ściągnięcia wierzytelności, poczeka.

Jakie jeszcze zmiany w projekcie pojawiły się podczas prac parlamentarnych?

A.Z.: Do przepisów dotyczących funduszy sekurytyzacyjnych wprowadzono poprawkę ograniczająca możliwości emitowania obligacji. Dotyczy to tzw. funduszu standaryzowanego, czyli takiego, który musi inwestować do 75% aktywów w jedną pulę wierzytelności. Obligacje mają być emitowane w sytuacji, gdy fundusz, który zebrał już kapitał poprzez sprzedaż certyfikatów, potrzebuje dodatkowych środków na inwestycje.A.Ch.: To rozwiązanie budzi jednak nasze wątpliwości.

Dlaczego?

A.Ch.: Bo to jest krzywdzące dla uczestników funduszu. Każdemu, kto kupił certyfikat, należy się tyle, ile ten papier w danym momencie jest wart. Może się zdarzyć, że będzie to mniej niż wynosiła cena emisyjna. Natomiast obligatariusz, który zapłacił za obligacje np. 100 zł, zawsze może podnieść roszczenia na poziomie 100 zł plus ewentualne odsetki. Może więc dojść do sytuacji, w której posiadacze obligacji będą żerować na właścicielach certyfikatów.

Reklama
Reklama

Stowarzyszenie Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych zarzuca autorom ustawy, Komisji i Ministerstwu Finansów, że chcieli uregulować w niej zbyt wiele kwestii, które mogły być ujęte w odrębnych przepisach. Chodzi m.in. o szczegółowe zapisy dotyczące sekurytyzacji. Dzięki temu ustawa o funduszach mogłaby szybciej opuścić parlament. Czy dzisiaj może Pan powiedzieć, że STFI miało rację?

A.Ch.: Przyznaję, że przebieg prac nad ustawą trochę nas zaskoczył... Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, że w Sejmie wybuchnie taka awantura, być może pomyślelibyśmy nad innym uregulowaniem tych kwestii.

Do tej pory mówiło się, że nowa ustawa wejdzie w życie z początkiem przyszłego roku. Czy ten termin jest nadal aktualny?

A.Ch.: Myślę, że można się spodziewać kilkumiesięcznego opóźnienia. Spodziewam się, że ustawa zacznie obowiązywać mniej więcej od kwietnia.

Posłom nie spodobały się też zapisy dotyczące funduszy nieruchomości. Obawiają się, że poprzez takie podmioty, cudzoziemcy zaczną przejmować nieruchomości w Polsce.

Reklama
Reklama

A.Ch.: Tak, to kolejny problem. Wskutek nieporozumień urósł on do rangi zamachu na polskie nieruchomości.

Pana zdaniem, nie ma takiego niebezpieczeństwa?

A.Ch.: Mamy w Polsce przepisy dotyczące ograniczenia nabywania nieruchomości przez cudzoziemców. One dotyczą również podmiotów kontrolowanych przez cudzoziemców. Można sobie oczywiście wyobrazić, że takim podmiotem jest fundusz. Jego uczestnicy mają przecież możliwość oddziaływania na politykę inwestycyjną przez Radę Inwestorów. Ale, moim zdaniem, gra nie jest warta świeczki: jest tyle innych sposobów zakupu ziemi przez cudzoziemców, np. przez spółki ciche czy podstawione osoby. Po co zakładać w tym celu fundusz? Do tego trzeba przecież zgromadzić wymagany ustawą kapitał, uzyskać zgodę Komisji, nie mówiąc już o tym, że później trzeba stale raportować do KPWiG. Dlatego nie jest to najlepsza koncepcja przejmowania nieruchomości.

Czy ustawa o funduszach musi być taka obszerna i liczyć kilkaset stron? Czy naprawdę potrzeba nam aż tylu nowych rodzajów funduszy? Oprócz sekurytyzacyjnych, o których już rozmawialiśmy, dochodzą jeszcze inne: m.in. podmioty aktywów niepublicznych. Pojawia się konstrukcja funduszy podstawowych i powiązanych czy subfunduszy. Czy takie szczegółowe rozwiązania muszą być opisane w ustawie?

A.Ch.: Wiem, że pisanie obszernych ustaw nie jest teraz popularne, gromią nas za to. Ale chcieliśmy dać rynkowi takie możliwości, jakie są w innych krajach. A że przy okazji trochę się rozpisaliśmy... Nie czuję z tego powodu wyrzutów sumienia.

Reklama
Reklama

Sądzi Pan, że wszystkie prawne możliwości tworzenia nowych produktów trafią na podatny grunt?

A.Ch.: Liczę się z tym, że tak nie będzie. Niektóre możliwości TFI kupią od razu, inne dopiero za kilka lat, a części nie kupią w ogóle.

Nowelizacją naszej ustawy o funduszach interesują się zagraniczne firmy zarządzające aktywami. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w zasadzie bez ograniczeń będą mogły sprzedawać u nas swoje produkty. Co to za instytucje?

A.Ch.: Nie mogę podać szczegółów. Powiem tylko, że są to firmy amerykańskie.

O jakie typy funduszy dopytują się najczęściej?

A.Ch.: Sekurytyzacyjne.

A.Z.: Interesują się też funduszami aktywów niepublicznych i nieruchomości.

A TFI, które już prowadzą działalność na naszym rynku, na jakie zmiany w przepisach czekają najbardziej?

A.Ch.: Na wprowadzenie subfunduszy. W ramach jednego funduszu głównego towarzystwa będą mogły tworzyć subfundusze, różniące się od siebie opłatami czy polityką inwestycyjną. Będzie to znacznie prostsze od tworzenia oddzielnych funduszy: do uruchomienia subfunduszy nie będzie konieczne zezwolenie Komisji, nie trzeba też będzie rejestrować ich w sądzie.

Czy to oznacza, że każdemu TFI wystarczy tylko jeden fundusz główny, inwestujący np. i w akcje, i w obligacje, i cała masa pozostałych podmiotów lokujących tylko w akcje albo tylko w papiery dłużne?

A.Ch.: Tak. Jak ktoś bardzo precyzyjnie zaprojektuje statut, to jeden fundusz wystarczy.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama