Według naszych nieoficjalnych informacji, jeszcze w ubiegłym tygodniu Jarosław Myjak nie sprawiał wrażenia, że nosi się z zamiarem odejścia. Osoby, które się z nim widziały, twierdzą, że snuł plany na 2004 i 2005 r. Ostatnie kilka dni prezes CU spędził w centrali grupy Aviva (tak nazywa się spółka-matka polskiego CU) w Londynie. We wtorek niespodziewanie wrócił do stolicy i stawił się w centrali przy Al. Jana Pawła II. Niedługo potem poinformował swoich współpracowników o rezygnacji ze stanowiska.
Napór właścicieli rośnie
Dymisja J. Myjaka wiązana jest z sytuacją w CU Polska - Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie, niegdyś okrętem flagowym grupy. Wprawdzie notuje ono bardzo wysokie zyski (według naszych nieoficjalnych informacji po III kwartałach około 250 mln zł), ale jest to przede wszystkim efekt rozwiązywania rezerw. Spółka bowiem traci klientów. Nie dość tego, ma jeszcze kłopoty z pozyskaniem nowej składki. Efekt? W porównaniu z III kwartałem ub.r. przychody z polis są niższe o około 80 mln zł (to też dane nieoficjalne). Spadek liczby klientów odbija się na wartości spółki i pośrednio grupy.
Według naszych rozmówców, przynajmniej od roku właściciele grupy chcieli powołać w skład zarządu człowieka z londyńskiej centrali, by czuwał nad restrukturyzacją grupy. Na to nie chciał się ponoć zgodzić J. Myjak. Napór właścicieli rósł wraz z pogorszającymi się wynikami, aż wreszcie prezes CU sam złożył rezygnację. Nie udało się nam potwierdzić tego u Sue Winston, szefowej działu ds. kontaktów z mediami grupy Aviva.
Kto zastąpi Myjaka?