- Działalność na rynkach międzynarodowych jest dla nas w tym momencie najistotniejsza, jeśli chodzi o perspektywy wzrostu - powiedział dyrektor generalny Provident Robin Ashton. Przyznał, że problemem dla spółki jest spadający popyt na jej usługi na macierzystym rynku. Jednak Provident do końca 2005 r. nie zamierza wchodzić do nowych krajów.
Od 1997 r. licząca 115 lat brytyjska firma działa w Polsce i Czechach. W ub.r. utworzyła oddziały na Węgrzech i Słowacji, w tym roku ruszyła na podbój Meksyku. Tzw. rynki wschodzące (emerging markets) to naturalny obszar działania dla Providenta.
- Zwłaszcza teraz, przed świętami, odczuwamy zwiększony popyt na nasze usługi. Jest to dla nas najważniejszy okres w roku. Na razie mogę powiedzieć, że wyniki w tegorocznym sezonie przedświątecznym mamy na podobnym poziomie, jak w 2002 r. - stwierdził R. Ashton.
Szef spółki z centralą w Bradford, z zadowoleniem podkreślił też, że mimo ekspansji na bardziej ryzykownych z punktu widzenia rzetelności klientów rynkach, odsetek złych długów w portfelu kredytowym Providenta tylko nieznacznie wzrósł. Obecnie wynosi 9,7%, wobec 9,2% w analogicznym okresie ub.r.
Wartość pożyczek udzielanych przez spółkę w Wielkiej Brytanii na ogół nie przekracza 500 funtów (870 USD). Jeśli klient pożyczy od niej 100 funtów, wówczas po 55 tygodniach, już po uwzględnieniu wszystkich opłat, musi zwrócić 165 funtów.