Po silnej reakcji giełdy w Tokio na schwytanie Saddama Husajna europejskie rynki otworzyły się z lukami hossy. Nie inaczej stało się w Warszawie. WIG20 zaczął sesję tuż pod oporem na 1600 pkt. Kolejne minuty pokazały jednak, że na rynek nie trafiła grubsza gotówka. Przy braku obrotów rynek zaczął powolne spadanie. Pod koniec sesji podaż nieco uaktywniła się w reakcji na zniżkę Nasdaq i Xetry.

Z zachowania rynku trudno w tej sytuacji wyciągnąć jednoznaczne wnioski. Pamiętamy silne zachowanie rynku i atak popytu w zeszły czwartek i piątek. W poniedziałek mimo znakomitej sytuacji na innych rynkach zabrakło chętnych do dalszych zakupów. Nie można mówić też o wychodzeniu z akcji po dobrej informacji - obrót był zbyt mały. Jedynym sensownym wytłumaczeniem tego stanu rzeczy jest brak aktywności zagranicy. Nasze instytucje wiodą prym. Koniunktura zależy od zarządzających. A oni sypią gotówką, kiedy im się podoba, przeważnie wtedy, gdy większość graczy się nie spodziewa.

Patrząc na wykres trudno się oprzeć wrażeniu, że indeks po odbiciu od oporu podąży teraz w kierunku południowym do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego, czyli do około 1510-1520 pkt. Ale czemu byki tak nagle zaniemogły? Czemu zakręcono kurek z gotówką?

Nieco wyżej położonym wsparciem jest 1550 pkt. I raczej tu bym się spodziewał zatrzymania spadku we wtorek. Ale to tylko beletrystyka. A tak całkiem na serio: spadek skończy się prawdopodobnie na sesji z bardzo małym wolumenem. Kiedy obrót spadnie do około 100-130 mln. Będzie to argument dla zarządzających, że wystarczy kilkadziesiąt milionów na sesji, aby podciągnąć wyceny portfeli. To jeden z możliwych scenariuszy, w innym byki zaatakują całkowicie niespodziewanie, choćby zaraz. Bo skoro zbliża się koniec roku, a wzrost jest dziełem naszego kapitału instytucjonalnego, to zapewne po to, by pochwalić się dobrymi wynikami na koniec roku. Mają ułatwione zadanie po wyprzedaniu rynku w drugiej połowie listopada. Nie znaczy to oczywiście, że 1700 pkt będzie atakowane. Może się okazać, że podaż na obecnych poziomach jest zbyt duża, by utrzymać trend wzrostowy.