Swoje stanowisko NSZZ Solidarność i ZZ Budowlani skierowały do "legalnego zarządu Mostostalu Siedlce". Trafiło zatem tylko do Aleksandra Jonka, byłego prezesa giełdowej spółki, który obecnie pełni funkcję wiceprezesa, i Andrzeja Kałużnego (byłego wiceprezesa). Przedstawiciele związków uważają bowiem, że pozostałe osoby zasiadające w zarządzie Mostostalu, zostały wybrane nielegalnie. Wyboru dokonała 19 listopada rada nadzorcza, jednak liczyła wówczas tylko czterech członków, przy czym statut spółki zakłada, że ma ich być od pięciu do ośmiu.
- Nasze stanowisko jest normalnym działaniem związków zawodowych. Chcemy wyjaśnić sytuację w spółce. Nie chcemy wywoływać paniki, tylko uspokoić załogę - mówi Andrzej Hojna, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność. - A to nie jest zadaniem łatwym - dodaje.
Uwagi związków dotyczą m.in. kwestii finansowych. Polimex-Cekop (główny akcjonariusz firmy budowlanej) od 30 września 2003 r. ma przeterminowany kredyt w BRE, poręczony przez Mostostal. Giełdowej spółce grozi zatem konieczność jego spłaty. Zdaniem autorów pisma, takie postępowanie ze strony Polimeksu jest już nie hipotetycznym, ale realnym działaniem na szkodę przedsiębiorstwa.
- Stanowisko związków zawodowych świadczy o ich trosce o sytuację ekonomiczną firmy. Jednak troska o finanse nie jest zadaniem związków, tylko zarządu - uważa Aleksander Jonek. - Do tej pory zarząd Mostostalu dobrze radził sobie ze sprawami finansowymi i nadal będzie to robił - zapewnia wiceprezes.
W przypadku braku odpowiedzi zarządu na zarzuty, związki zawodowe nie wykluczają "radykalnych i skutecznych posunięć". Ich przedstawiciele nie zdradzają jednak, na czym miałyby one polegać. - Gdyby doszło do dalszego działania na szkodę spółki, mamy przygotowany plan na kilka następnych miesięcy - mówi Albert Milatti, przewodniczący ZZ Budowlani. Według naszych informacji, możliwe jest, że związki zdecydują się wtedy m.in. na złożenie doniesienia do prokuratury.