Dokument przewiduje przeprowadzenie tzw. lustrzanej transakcji. Będzie ona polegała na tym, że Jukos odda 92% akcji Sibnieftu grupie pod przewodnictwem Romana Abramowicza, a w zamian dostanie 3 mld USD i 26% akcji Jukosu.

Jeszcze przed tą wymianą Jukos ma zagłosować na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Sibnieftu przeciwko wprowadzeniu zmian w jej statucie. Zmiany te miały sankcjonować przejęcie Sibnieftu przez Jukos.

Tak więc coraz bliższe jest ostateczne anulowanie fuzji, w wyniku której miała powstać czwarta co do wielkości spółka naftowa na świecie. W listopadzie 37-letni rosyjski miliarder Roman Abramowicz wstrzymał finalizowanie tej transakcji, po tym jak były prezes Jukosu Michaił Chodorkowski został aresztowany pod zarzutem oszustw finansowych i podatkowych. Abramowicz zażądał wtedy prawa wyznaczenia członków kierownictwa połączonej firmy, co było sprzeczne z warunkami umowy o fuzji. Szefem spółki powstałej w jej wyniku miał być właśnie Chodorkowski.

Jukos odrzucił żądania, a później obie strony powołały negocjatorów do przeprowadzenia rozmów w sprawie anulowania fuzji. O ile jednak w kwestii zasadniczej nie było większych rozbieżności, o tyle przedstawiciele Jukosu stanowczo domagali się od niedoszłych partnerów wypłacenia miliarda dolarów kary za zerwanie porozumienia. Taki punkt był w dokumencie powołującym fuzję. Przeważył jednak argument, że okolicznością nadzwyczajną, przekreślającą cały kontrakt, było aresztowanie Chodorkowskiego.