W opinii Marka Belki, tempo odbudowy Iraku zależy przede wszystkim od poziomu bezpieczeństwa w tym kraju, z czym, jak wiadomo, nie jest najlepiej. - Dlatego mam nawet wątpliwości, czy zachęcać naszych przedsiębiorców do inwestycji w tym kraju - mówi M. Belka. Jego zdaniem, nie można jednak procesu odbudowy tego kraju odłożyć na później. Tamtejsze społeczeństwo liczy na pomoc, a jej brak będzie powodował niezadowolenie, które nie będzie sprzyjało podnoszeniu bezpieczeństwa.
Zdaniem M. Belki, w najbliższym czasie władze irackie zajmą się rozdysponowaniem 18 mld dolarów, które Irak dostanie od społeczności międzynarodowej. Szanse na to, że część z tych pieniędzy zarobią polskie firmy, są, ale konkurencja jest duża. Fakt, że nasze wojsko bierze udział w stabilizacji kraju, może pomóc polskim przedsiębiorcom, ale o umowy muszą walczyć sami. Większość z tych środków trafi z powrotem do krajów, które je wyłożyły. - Dziś nie ma nikt wątpliwości, że jeżeli Japonia zadeklarowała pomoc Irakowi w kwocie 1,5 mld dolarów, to większość tych pieniędzy zarobią firmy japońskie - mówi M. Belka.
Nasze firmy muszą konkurować ceną swoich usług. - Powinny też mieć swojego lokalnego przedstawiciela w Iraku, który ma tam kontakty. Zdobycie jakiejkolwiek umowy bez tzw. dojść jest właściwie niemożliwe - stwierdził M. Belka. Najwięcej szans będą miały przedsiębiorstwa reprezentujące branże transportową, zbrojeniową i telekomunikacyjną.
W opinii Marka Belki, przesądzone jest, że część ponad 500 mln dolarów zadłużenia irackiego wobec Polski będzie musiała zostać umorzona. - Mamy jednak szczęście o tyle, że nasz dług został zewidencjonowany jeszcze przed wojną i uznany przez irackie władze. Walka idzie o to, żeby proces restrukturyzacji długu był jak najkorzystniejszy dla Polski - uważa M. Belka.