Wedle prognoz firmy Samar, analizującej sprzedaż nowych samochodów Polsce, w bieżącym roku koncerny sprzedadzą u nas ok. 350 tys. aut. Chociaż to tylko niewiele ponad połowa tego, co udało się sprzedać w roku 1999, i tak jest się z czego cieszyć. Tegoroczny wynik będzie bowiem o ok. 13% lepszy od ubiegłorocznego, kiedy koncerny ulokowały w Polsce tylko 309 tys. samochodów.

Jednak na tym dobre informacje się kończą. Zdaniem Adama Kołodziejczyka, prezesa firmy Ford Polska, popyt na nowe samochody będzie rósł w przyszłym roku do maja, kiedy wzrost sprzedaży może sięgnąć kilkunastu procent. Następnie dojdzie do załamania rynku, a w całym roku, w porównaniu do 2003 r., sprzedaż nowych samochodów będzie mniejsza nawet o 15%.

Dlaczego? Przyczyn jest kilka, a najgorsze jest to, że skumulują się w krótkim okresie. Po pierwsze, analitycy spodziewają się spadku kursu złotego wobec euro. Gdyby do tego doszło, ceny samochodów pójdą w górę. Również wejście Polski do Unii Europejskiej w pierwszym okresie może zaowocować wzrostem cen. W Europie Zachodniej ceny nowych aut są o kilkanaście procent wyższe niż w Polsce. Zdaniem specjalistów, polscy dealerzy dostosują ceny sprzedawanych aut do poziomów obowiązujących w UE.

Kolejnym czynnikiem wpływającym negatywnie na rynek będą zmiany w przepisach o homologacji. Zgodnie z nimi, od początku przyszłego roku nie będzie można sprzedawać jako ciężarowe samochodów osobowych z tzw. kratką.

Chodzi o auta o nadwoziu kombi i hatchback. Dla wielu firm oznacza to wzrost cen samochodów o 22%, gdyż od zakupu aut osobowych nie mogą one odliczać podatku VAT. Rekompensatą ma być ulga, umożliwiająca odliczenie części VAT-u zawartego w cenie "osobówek". Losy tej ulgi nie są jednak na razie przesądzone. Prace nad ustawą o VAT, która ulgę ma wprowadzać, zostały odłożone na styczeń. Rząd ma wówczas przedstawić analizę kosztów budżetowych jej wprowadzenia.