Maciej Krzak: Nasze wejście do Unii Europejskiej nie będzie stanowić dla nas znaczącego szoku - w sensie natychmiastowej reakcji...
Dariusz Filar: Wiele firm mówi, że są już w Unii.
Maciej Krzak: W końcu wysyłamy do unii 70% naszego całego eksportu. O znaczących wzrostach wydajności pracy już mówiliśmy, wzrósł tzw. handel międzygałęziowy - o ile na początku lat dziewięćdziesiątych było to 10%, to obecnie stanowi ponad 50% naszego eksportu. Wszystkie badania pokazują, że nasz udział rośnie, że nasza luka jakościowa się kurczy, że możemy żądać cen, które są coraz bliższe średniej, wyznaczanej przez firmy o znanych markach. Dlatego nie powinniśmy przeżyć kłopotów, zwłaszcza od strony dużych i średnich przedsiębiorstw. Natomiast część firm średnich i małych stoi przed dużymi wyzwaniami, ale widać, że małe firmy ostatnim rzutem na taśmę próbują dokonać dostosowań. Wiąże się to z pozytywnym efektem, jeśli idzie o inwestycje w kraju. Być może będziemy mieli wahania w dziedzinie inwestycji - przed wejściem do UE zaczną one szybko rosnąć, zwłaszcza w małych i średnich przedsiębiorstwach, a potem ten poziom opadnie, bo firmy te się już dostosują.
Andrzej Raczko: Także jestem optymistą. Zgadzam się z panami, że w odniesieniu do firm, które już są w Unii Europejskiej, kłopotu nie będzie. Dla nich wejście do UE będzie oznaczać pewne ułatwienia, bo na przykład zniknie granica. Natomiast jest pytanie, w jakim stopniu firmy małe, operujące tylko na rynku wewnętrznym, będą się w stanie dostosować. Tu występuje pewne ryzyko. Ale cały mechanizm absorpcji środków jest tak skonstruowany, że o ile fundusze unijne zostaną właściwie wykorzystane, umożliwi to łatwy przebieg procesu adaptacyjnego.
Grzegorz Wójtowicz: Wierzę, że eksport nadal będzie się zachowywał dobrze, co wskazywałoby, że stopień adaptacji do warunków panujących w UE jest wysoki i dużych szoków chyba nie przeżyjemy.
Jan Czekaj: Myślę, że będziemy mieli do czynienia z procesem wyrównywania cen między Polską a UE. Obecnie nasze ceny stanowią przeciętnie połowę tego, co w Unii. I nasze wejście musi ten proces przyspieszyć i będzie on oczywiście biegł w jednym kierunku - wzrostu cen u nas. Ten problem będzie ważny z punktu widzenia konwergencji, zwłaszcza wskaźnika inflacji. Dzisiaj w krajach do nas podobnych, czyli Hiszpanii, Irlandii czy Grecji, wskaźniki wzrostu cen są wyższe od zapisanych w kryteriach z Maastricht. Tam jest to około 2,5%, tymczasem w tych krajach, o których wspominałem, jest to przeciętnie ok. 4%.
Ostatnio odnoszę wrażenie, że - jak wynika z prognoz - na razie inflacja nie stanowi problemu...
Jan Czekaj: Jeśli się uda ją ustabilizować. Prowadzenie polityki pieniężnej w najbliższym okresie będzie trudniejsze niż poprzednio...
Grzegorz Wójtowicz: Nie używałbym określeń, że nie stanowi problemu. Stanowi problem dzisiaj rozwiązany. Na jaki czas? Nie wiadomo.
Jan Czekaj: Polityka będzie trudniejsza, ponieważ bardziej delikatnie trzeba będzie operować dostępnymi Radzie instrumentami. Do tej pory RPP była w wygodnej sytuacji - przy zbijaniu inflacji przestrzelenie celu nie stanowiło większego problemu. Tymczasem dzisiaj może to skutkować albo odbiciem inflacji w górę, albo może doprowadzić do zduszenia gospodarki.
Grzegorz Wójtowicz: Jeśli, praca Rady w tej kadencji była wygodna, to w następnej będzie już bardzo wygodna, mówiąc bardziej żartem niż serio.
Mówiąc o inflacji, chciałem powiedzieć, że o ile inflacja wydaje się problemem na razie rozwiązanym, to sporym kłopotem jest to, jaka będzie nowa Rada. Czy należy się jej obawiać?
Maciej Krzak: Na razie nie wiemy, jaka będzie nowa RPP. Znamy tylko kandydatury. Opinia rynku jest taka, że o ile Sejm i Senat mogą mianować osoby, umownie zwane gołębiami, które będą preferować wzrost gospodarczy nawet kosztem inflacji, to kandydaci namaszczeni przez prezydenta będą tonowali te nastroje. Zresztą, wybór dokonany przez Sejm czy Senat też nie jest taki oczywisty. Mirosław Pietrewicz był jedną z osób, które najsilniej krytykowały politykę schładzania gospodarki, a teraz bardzo ostrożnie wypowiada się na temat możliwości cięć stóp procentowych. Z drugiej strony - kąt siedzenia zmienia kąt widzenia, więc członkowie Rady usamodzielnią się w stosunku do swoich politycznych wyborców.
Jan Czekaj: Dzisiaj w dyskusjach z ministrem Raczko czy premierem Hausnerem nie ma kontrowersji. Oni rozumieją, co można, a czego nie.
Dariusz Filar: Minister Raczko zna doskonale rynki finansowe i z tego, co mówi, wynika, że teraz mu zależy przede wszystkim na stabilności i przewidywalności.
Jan Czekaj: Premier Hausner także rozumie, że nie możemy zrobić sztuczki polegającej na tym, że jedną ręką damy, a drugą weźmiemy, a przy okazji narobimy zamieszania na pół Europy.
Grzegorz Wójtowicz: Otrzymaliśmy "prezent", którego trudno się było spodziewać jeszcze niedawno - mówię o przypadku węgierskim. Mam nadzieję, że NBP opracuje studium na ten temat, aby móc się zorientować, do czego prowadzi - generalnie mówiąc - zbyt silny związek polityki pieniężnej z polityką. To wielki "prezent". Polak może być mądry przed szkodą.
Maciej Krzak: Inną rzeczą są warunki, w jakich Rada będzie pracowała. Wzrost gospodarczy przyspiesza i osiąga dość wysokie tempo. W takiej sytuacji nie obniża się stóp procentowych - to elementarz ekonomii. Poza tym będziemy mieli do czynienia z rosnącą presją inflacyjną. Mamy czynnik niepewności, jakimi są ceny żywności, do tego jeszcze kwestia kursu walutowego, jako że osłabienie wobec euro nie przełożyło się jeszcze na inflację. Jest jeszcze kwestia zharmonizowania naszej stopy rezerw obowiązkowych z poziomem obowiązującym w Unii Europejskiej, co oznacza rozluźnienie polityki pieniężnej. Także w powodu dostosowań do regulacji unijnych będziemy mieli rozluźnienie regulacji ostrożnościowych w bankach. Chodzi o zmianę klasyfikacji kredytów nieregularnych. Mówi się, że udział pożyczek nieregularnych spadnie z 20 czy 21% do około 12%. To ogromna zmiana, jeśli chodzi o pozycję banków i ich możliwości pożyczkowe. To zmieni podejście banków do przedsiębiorstw. Banki w przyszłym roku będą brały większy udział w ich finansowaniu, walcząc choćby o udział w rynku.
Grzegorz Wójtowicz: Prowokacyjnie można powiedzieć tak - jeśli jest pole, to do jednej decyzji, którą szybko oceni rynek.
Maciej Krzak: Właśnie tak prognozujemy.
Dariusz Filar: W II kwartale może nastąpić cięcie.
Maciej Krzak: Sądzimy, że będzie to raczej luty lub marzec.
Jan Czekaj: Nowa Rada będzie się najpierw musiała zastanowić, co będzie chciała zrobić. A to się nie stanie z dnia na dzień. Pierwszy raz nowa rada zbierze się w lutym. Na pewno będzie potrzebowała co najmniej miesiąc, żeby sobie wyrobić jakiś pogląd, opracować jakąś strategię działania.
Jakiego wzrostu gospodarczego możemy się w przyszłym roku spodziewać? Będzie to 5%, jak zapisano w budżecie, a może więcej czy może mniej?
Andrzej Raczko: Trzymam się prognozy 5-proc.
Jan Czekaj: Nie podważałbym tych prognoz, które zostały zawarte w budżecie. Okazało się w tym roku, że Ministerstwo Finansów nie jest złe w tych prognozach. O wzroście PKB zdecydują inwestycje. Jeśli ich dynamika zdecydowanie się zwiększy, to jest możliwe przekroczenie tych 5%.
Grzegorz Wójtowicz: Uważam, że lepiej być ostrożnym i przeżyć miłą niespodziankę. Skłaniam się raczej ku prognozom, że wzrost będzie rzędu 4,5%, może trochę większy. Nie przesądzałbym owych 5%. Natomiast inwestycje nadal stoją pod znakiem zapytania. I właściwie od nich zależy to, czy wzrost gospodarczy osiągnie poziom 5%, czy będzie bliżej 4,5%. Natomiast nie sądzę, aby popyt konsumpcyjny ożył w stopniu nadzwyczajnym. I to właściwie dobrze, co wynika z zależności między pogarszającą się równowagą a wzrostem gospodarczym. Trzeba oczekiwać wzrostu inflacji do poziomu 2,7-2,8% pod koniec przyszłego roku, w porównaniu z 1,7-1,8% na koniec tego roku. Czyli inflacja wzrośnie o punkt procentowy i mniej więcej o punkt powiększy się deficyt na rachunku obrotów bieżących.
Dariusz Filar: Nasza prognoza jest niższa niż 5%. Eksport będzie rósł, ale jego dynamika będzie siłą rzeczy niższa niż w roku bieżącym. Nie ukrywam także, że z uwagą patrzę na Stany Zjednoczone i Europę. Kondycja firm jest już lepsza i one na pewno byłyby odważniejsze w inwestowaniu, gdyby dostały sygnał, że rusza gospodarka światowa. Jeśli przyjmujemy ostrożniejszą prognozę inwestycji, to jesteśmy bliżej wzrostu rzędu 4,2 do 4,5.
Jan Czekaj: Jeśli chodzi o inwestycje, to chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Jeśli ruszą inwestycje infrastrukturalne, to mogą zdynamizować inwestycje w ogóle. Istotne jest również to, co się stanie z dużymi inwestycjami, o które zabiegamy, jak np. inwestycja firmy Hyundai. To jest wielkość nakładów rzędu 1,2 mld dolarów, które może także wpłynąć na ogólną dynamikę nakładów.
Czego panowie życzyliby gospodarce w przyszłym roku?
Jan Czekaj: Życzylibyśmy, aby te optymistyczne prognozy, które tutaj formułowaliśmy, spełniły się. No i żeby te zagrożenia, o których mówiliśmy, złagodniały w ciągu roku.
Grzegorz Wójtowicz: Myślę, że bardzo ważne jest pytanie o trwałość wzrostu. W tej sytuacji ja życzyłbym gospodarce, aby rok 2005 był nie gorszy niż 2004.
Dariusz Filar: Sądzę, że należy życzyć ukształtowania się warunków, które skłonią przedsiębiorstwa do inwestowania. A na poziomie makroekonomicznym - zachowania takiej równowagi, jaką mieliśmy w tym roku.
Maciej Krzak: W sferze makroekonomicznej - wdrożenia planu Hausnera. Bo myślę, że ambitniejszego planu konsolidacji finansów publicznych nie będzie.
Andrzej Raczko: Realizacji planu Hausnera.
Przed ubiegłymi Świętami Bożego Narodzenia zaprosiliśmy do redakcji PARKIETU znanych ekonomistów, aby porozmawiać o nadchodzącym 2003 roku. Dobiega on teraz końca. Część nadziei, formułowanych przez naszych rozmówców rok temu, się spełniła. Część nie. Również - na szczęście - nie wszystkie zagrożenia, dostrzegane rok temu, się pojawiły.
Przed rokiem o gospodarce mówili:
Grzegorz Wójtowicz, członek Rady Polityki Pieniężnej
- Będzie to zupełnie dobry rok, jeśli idzie o równowagę w gospodarce. Trzeba jasno powiedzieć, że nie ma zagrożeń, jeśli chodzi o inflację. Równowaga zewnętrzna również się utrzyma. (...) Zagrożenie wewnętrzne to przegrane referendum. Zewnętrzne - długotrwała wojna z Iraku.
Maciej Krzak, główny ekonomista Banku Handlowego
- Myślę, że rok 2003 będzie lepszy niż rok 2002. Przede wszystkim będzie lepsze tempo wzrostu gospodarczego. (...) Bałbym się długotrwałej wojny w Iraku i jej skutków dla gospodarki światowej.
Krzysztof Błędowski,
sekretarz Towarzystwa Ekonomistów Polskich
- Spodziewam się bardzo łagodnego odbicia zyskowności przedsiębiorstw. (...) Bałbym się silnych podziałów społecznych i politycznych na tle akcesji.
Jacek Wiśniewski,
kierownik działu analiz i prognoz rynkowych banku Pekao
- Myślę, że rok 2003 przyniesie stabilizację inflacji. Wzrost gospodarczy będzie dwukrotnie większy niż w roku 2002. Jednak tę poprawę będziemy widzieli głównie w danych. Nie sądzimy, aby ludzie znacząco ją odczuli. (...) Bałbym się niespodzianki ze sfery finansów publicznych.
Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK
- Największą radość sprawiają prezenty, na którą ma się cichą nadzieję, bo trudno się spodziewać, że się je otrzyma. Do takiej kategorii zaliczyłbym wspaniałe plany reformy finansów publicznych. (...) Bałbym się katastrofy referendum, braku postępów w ograniczaniu wydatków publicznych oraz zmienianiu systemu podatkowego, a także rezygnacji z planu wejścia do unii monetarnej w najbliższym terminie.
Rafał Antczak, ekonomista CASE
- Myślę, że rok 2003 będzie okresem stabilizacji i spokoju. (...) Należy się obawiać, że go prześpimy, zamiast coś zrobić w sferze finansów publicznych czy biurokracji.
W tym roku do debaty na temat, jaki będzie przyszły rok w gospodarce, jakich korzystnych tendencji można się spodziewać w przyszłym roku i czego należy się obawiać, również zaprosiliśmy znanych ekonomistów. Wzięli w niej udziału Andrzej Raczko, minister finansów, Grzegorz Wójtowicz i Jan Czekaj, członkowie Rady Polityki Pieniężnej, Maciej Krzak, główny ekonomista Banku Handlowego w Warszawie oraz Dariusz Filar, główny ekonomista banku Pekao.
Dariusz Filar: Otrzymaliśmy wielki, nieprzewidywalny dar w postaci zmagań dolara i euro na rynku światowym
i konsekwencji dla złotego. Nie przespali tego eksporterzy, szansa została wykorzystana
Maciej Kr zak: Nastąpiło przebudzenie w polityce fiskalnej, choć z dużymi bólami. Mieliśmy tutaj dwie koncepcje - jedna nie dotrwała do końca, a druga ma szanse realizacji. Natomiast, rzeczywiś cie, przespaliśmy sprawy strukturalne
Jan Czekaj: Jeśli chodzi o sytuację ekonomiczną
- to też trudno zaprzeczać, że osiągnięcia są, osiągnięcia głównie w odzyskiwaniu przez polską gospodarkę dynamiki wzrostu gospodarczego
Grzegorz Wójtowicz: Najgorzej wypada polityka strukturalna. Pięknie rosną zyski przedsiębiorstw, a nie ma wzrostu inwestycji. Mamy problem
bezrobocia i ten problem adresujemy głównie
do sektora małych i średnich firm
Andrzej Raczko: W odniesieniu do firm, które już są w Unii Europejskiej, kłopotu nie będzie.
Dla nich wejście do UE będzie oznaczać pewne
ułatwienia, bo na przykład zniknie granica.
Natomiast jest pytanie, w jakim stopniu firmy małe, operujące tylko na rynku wewnętrznym, będą się w stanie dostosować.