Jakiś czas temu napisałem komentarz do faktu, że projekt ustawy o funduszach inwestycyjnych liczy - w wersji dostępnej w internecie - 350 stron. Okazało się, że popełniłem w nim dwa błędy. Na pierwszy zwróciła uwagę Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. Jej rzecznik Michał Stępniewski stwierdził, że jest to informacja nieprawdziwa. Co prawda, wg pana rzecznika, projekt wraz z uzasadnieniem liczy stron 139, a wg licznika z internetu - bez uzasadnienia jest to stron 170, ale to drobiazgi. Przyznaję - pomyliłem się, bo w jednym druku obok projektu i uzasadnienia są także projekty rozporządzeń itd.
Pomyliłem się także co do tego, że jest to chyba rekordowo duży akt prawny, jeśli chodzi o rynek kapitałowy. Zadzwonił bowiem jeden z czytelników, który zwrócił uwagę, że nawet owe 350 stron to betka. Dziełem sztuki prawodawczej jest bowiem rozporządzenie o prospekcie emisyjnym. Liczy ono sobie ponad 640 stron - taką przynajmniej informację podawał komputer. Możliwe, że spora część to wzory wniosków itd. Ale fakt jest faktem - jest to kilkaset stron, z którymi muszą się zapoznać i szefowie firm, które chcą wejść na giełdę, i prawnicy.
Nie będę wspominał o prawnikach - im w końcu za ślęczenie nad takimi kobyłami płacą. Co do zarządów firm - nie dziwię się, że wiele z nich, widząc, że będzie miało do czynienia z kilkuset stronami do przeczytania, woli poszukać kapitałów na rozwój w bankach. Tam w końcu umowa kredytowa ma co najwyżej kilkadziesiąt stron. Ale co ma zrobić inwestor, który na przykład podejrzewa, że spółka nie wszystko, co trzeba, zawarła w prospekcie? Wynająć prawnika? Owszem - to niby zwiększy dochód narodowy, ale chyba nie zwiększa zainteresowania tzw. zwykłych Kowalskich giełdą. W końcu do rynku trzeba mieć zaufanie, a buduje się je nie tylko na coraz większych tomach przepisów, ale także na możliwości samodzielnego poruszania się w prawie giełdowym. Jak mówi stare przysłowie - strzeżonego Pan Bóg strzeże. Można mieć bowiem zaufanie do Komisji i jej specjalistów i do tego, że prospekt emisyjny będzie sporządzony zgodnie z regułami sztuki. Ale jest jeszcze jedna rzecz - to, co może umknąć komuś z Komisji, może zwrócić uwagę np. kogoś, kto z firmą kooperuje. Tylko do tego trzeba mieć możliwość poznania prawa. A to oznacza, że powinno być ono jasne, proste i zrozumiałe. I w miarę krótkie. Tymczasem czytelnik, który zwrócił uwagę na rozporządzenie o prospekcie, powiedział też, że szykuje się jego nowelizacja. Bo - oczywiście - trzeba je dostosować do przepisów unijnych. A wtedy - stwierdził czytelnik - 1 tys. stron może się okazać za mało.