Wczoraj Enron, dziś Parmalat, kto jutro? - pytam razem z tysiącami inwestorów, chyba nieźle przerażonych aferą koncernu Parmalat. I to nie tylko z dziesiątkami tysięcy bezpośrednich akcjonariuszy czy kolejnymi dziesiątkami czy setkami tysięcy akcjonariuszy pośrednich (przez fundusze - posiadaczy papierów Parmalatu). Nie chodzi też o pożegnanie mleka z Parmy. Mowa o kolejnym czynniku ryzyka. Był przecież Enron. Była weryfikacja bilansów wielu firm. Gromkie deklaracje nadzorców. Gorące obietnice spółek. Dyskusje i zapowiedzi wyciągania wniosków z lekcji historii. I co? I nic. Niente. Parmalat, słynny europejski potentat, zakpił sobie z rynków i z inwestorów. Odstawił numer, który pewnie znajdzie się w podsumowaniach roku jako największa afera giełdowa.
Ale afera Parmalatu ma także wymiar symboliczny. Parmalat był bowiem jedną z tych marek, które dzisiejszemu pokoleniu 30+ były znane nawet w czasie największej smuty obrzydliwych lat 80. Tandetne kurtki z podrabianym napisem Parmalat to był szpan. Szpan, bo takie same nalepki można było zobaczyć na krótkich migawkach z samochodowych wyścigów Formuły 1. Tam, gdzieś, na tym pięknym, kolorowym Zachodzie. A nazwa kojarzyła się nam wtedy pewnie bardziej z jakąś nieznaną marką papierosów niż z sielskim określeniem mlecznego potentata z Parmy.
Trochę później, jako chłopię stawałem daleko na północny wschód od Parmy, przy Chałubińskiego i z zadartą głową pod samą szklano-żelbetową ścianą wieżowca Elektrimu wzdychałem z zachwytu, że toż to prawie jak na tym mitycznym Zachodzie, znanym wyłącznie ze zdjęć i opowieści. I nawet później ten sam Elektrim, ale już ze względów finansowych, kojarzył mi się z czymś potężnym i stabilnym. Po wejściu na giełdę traktowany był przez jakiś czas jako papier pewny i stabilny. - Dziś gram defensywnie - mówił mi kumpel kupując przed ponad 10 laty akcje "elka". Niestety, tak jak obecnie prysł czar Parmalatu, tak i u nas, w tempie iście olimpijskim, runął mit Elektrimu. Bardzo szybko nasz kolos zdobył miano spekulacyjnego papieru - zabawki. A reanimacja trwa i trwa...
Afera Parmalatu zapewne nie oznacza ostatecznego pożegnania ze słynnymi produktami z Parmy. Na razie jednak jest tak, że prezesa zatrzymano (przynajmniej chwilowo), firma jest ponoć bez kasy, a odkryta dziura w finansach rośnie w mediach do astralnych wielkości. Ale pewnie chętni do przejęcia marek się znajdą. Pozostanie jednak strach. I nie pokona go interwencja rządu włoskiego, dla którego skandal "mleczny" to przecież realny, wielki problem gospodarczy. Dla rynku najgorsze jest jednak kolejne podważenie zaufania - tak jak w przypadku amerykańskiego Enronu, polskiego Elektrimu...
Fini. Canzone finita - powinienem zakończyć. Ale ani to koniec afer, ani - z drugiej strony - pewnie koniec łabędziego śpiewu Parmalatu. Kolejna to jednak przestroga przed tym, by ufać, iż - po ostrej nauczce - nie damy się już więcej nabrać. Włosi się dali. Sam, gdybym był Włochem, kupowałbym pewnie akcje Parmalatu. Tak, jak bardzo dawno inwestowałem w papiery "elka". Na moje szczęście, bardzo, bardzo dawno...