Nie bez znaczenia są także czynniki psychologiczne: schwytanie Saddama Husajna i początek procesów byłych dyrektorów spółek zamieszanych w skandale korporacyjne.

W ciągu minionych kilku lat wiele dużych spółek wstrzymywało się z decyzją o przejęciu mniejszych rywali czy poszukiwaniu partnera, który umocniłby ich pozycję na rynku. Według Stevena Baronoffa, prowadzącego operacje w branży fuzji i przejęć w Merrill Lynch, w 2004 r. należy się spodziewać znacznego zwiększenia aktywności w międzykorporacyjnych negocjacjach. Jednak cytowany przez "NYT" Jack Levy, szef takiego samego działu w Goldman Sachs, ostrzega, że na pełne ożywienie na rynku trzeba będzie jeszcze poczekać, do momentu znaczącego zwiększenia obrotów przez spółki publiczne. Dobre wyniki finansowe w minionym roku amerykańskie korporacje zawdzięczały bowiem przede wszystkim znacznemu obniżeniu kosztów oraz zwiększeniu wydajności pracy.

Minionych dwóch lat rynek fuzji i przejęć nie może zaliczyć do udanych. Wojna w Iraku, skandale korporacyjne, bessa i niepewność na rynku kapitałowym skutecznie hamowały aktywność w tej dziedzinie. Jednak w 2003 r., mimo braku spektakularnych megafuzji, można było zaobserwować wyraźną poprawę. Według Thomson Financial ogólna wartość tych transakcji zamknęła się w ub.r. kwotą 525 mld USD, w porównaniu z 439 mld USD w 2002 r.

Po wielkim fiasku fuzji AOL Time Warner sprzed trzech lat dyrektorzy spółek dużo ostrożniej podchodzą do pomysłu korporacyjnych połączeń. Wiele zależeć będzie od powodzenia ostatnio ogłoszonych fuzji. Na przykład jedno z największych przejęć minionego roku: wykupienie Fleet Boston Financial przez Bank of America za 48 mld USD przyjęto bardzo sceptycznie, a inwestorzy ukarali Bank of America 10-proc. przeceną akcji.