Koniec jednego i początek następnego roku to okres składania życzeń. I ja składałem życzenia innym, i inni mnie. Jednak tak naprawdę nikt nie życzył mi tego, co chciałbym w tym roku otrzymać - poza zdrowiem. Więc - żeby pozbyć się tego uczucia niedosytu - postanowiłem sam sobie złożyć życzenia.
Przede wszystkim więc w nowym roku życzę sobie, aby nie towarzyszyło mi wieczne uczucie déja` vu. Bo w końcu rozumiem, że wszystko już było, i życie jest odkrywaniem na nowo tych prawd, które inni już zdążyli zapomnieć, ale nie rok w rok. A tymczasem, odkąd pamiętam, mamy reformę górnictwa. Stała się ona taką samą częścią kalendarza, jak wiosna, zima czy dzień wagarowicza. Reforma niedługo będzie w takim wieku, w jakim dzieci idą do liceum, a efekty są mizerne.
Reforma służby zdrowia nie jest tak stara, ale od pewnego czasu też wraca niczym echo na przełomie kolejnych lat. Inna sprawa, że tu to chociaż można jakieś zmiany zaobserwować - z roku na rok jest coraz gorzej. Ale to wynik zmysłu dramatycznego ministrów zdrowia w rządzie Leszka Millera, którzy - niczym reżyserzy telenoweli - starają się zrobić wszystko, aby to samo danie podać widzom inaczej.
Życzę sobie nie odczuwać uczucia déja` vu przy pracach nad budżetem. To strasznie nużące, przyglądać się, jak co roku wielu ludzi zastanawia się, czy gospodarka wytrzyma coraz większy deficyt budżetowy, a jeszcze większa grupa udaje Greka i dorzuca kolejne miliardy do dziury. Przekomarzanie się na temat tego, czy dziura w budżecie ożywi gospodarkę, czy też ją zadławi kompletnie i zostawi nas na dodatek z garbem, który obciążać będzie naszych wnuków, było dobre przez rok, góra przez dwa. Ale po kilkunastu latach człowiek ma tego tematu powyżej uszu.
Podobne odczucie znużenia zbyt wiele razy słyszaną piosenką odczuwam przy dyskusjach podatkowych. Uważam, że twórca tekstu pod tytułem "Będziemy wam obniżać podatki", powinien zaskarżyć tych, którzy te słowa wykorzystują. Oczywiście - za powtarzanie bez podania autora i bez odpalenia mu należnych tantiem. Co prawda, nie wiem, kto autora i naśladowców powinien zaskarżyć za to, że owe "obniżymy wam" nie przekłada się na to, co się dzieje w rzeczywistości. Bo jakoś tak się dziwnie składa, że ilekroć pod hasłem obniżania rządzący grzebią się w podatkach, tyle razy dzień wolności podatkowej przesuwa się na coraz odleglejszy termin.