Wczorajsze spotkanie z zarządem spółki zaczęło się nietypowo, bo od oświadczenia w sprawie kondycji finansowej właściciela TU Gerling Polska, czyli niemieckiego Gerling Konzern. Po stratach, jakie poniósł on na działalności reasekuracyjnej, czołowe firmy ratingowe obniżyły jego ocenę do poziomu śmieciowego. Firmę wspomogli jej klienci, głównie niemieckie koncerny BASF, Lufthansa, Bayer, którzy dokapitalizowali ją kwotą blisko 152 mln euro. Po restrukturyzacji, w tym sprzedaży części aktywów, ubezpieczyciel na powrót uzyskał zaufanie - S&P wystawił mu ocenę BBB z perspektywą pozytywną.
Zaciekła konkurencja
Sytuacja polskiej filii Gerlinga była nieporównywalnie lepsza. Na koniec listopada ub.r. spółka zebrała 90,4 mln zł składek, czyli o 1,5% więcej niż rok wcześniej. Wzrost zapewniły ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej ogólnej, ubezpieczenia transportowe (np. cargo) i finansowe. Straty poniosła za to na portfelu majątkowym.
Przedstawiciele zarządu Gerling Polska przyznali jednak, że kłopoty spółki-matki odbiły się na działalności w Polsce. - Część brokerów wykluczyła nas poprzez wewnętrzne ratingi z ofert przedstawianych klientom - potwierdził PARKIETOWI Michael Timmermann, członek zarządu Gerling Polska. - Ubytki w składce udało nam się zrekompensować, dzięki zwiększonym przychodom z innych linii biznesowych - dodał.
Dzięki redukcji kosztów administracyjnych ubezpieczyciel wypracował 1,8 mln zł zysku netto.