Przez weekend inwestorzy główkowali, ile to jest "w okolicach 1640 pkt". Po zeszłotygodniowej dystrybucji tam właśnie zmierzały kontrakty, choć sam ostatnio zaznaczałem, że jest to dalej jedynie korekta trendu wzrostowego. Wiarygodność tego wsparcia wzmacniał indeks, na którym analogicznie, czyli 20 pkt niżej, mamy jedyną nie zakrytą ostatnio lukę hossy. Rynek zadecydował, że "okolice 1640 pkt" to już 1651 pkt i właśnie tam ustawił się bardzo duży popyt, czekający na zakończenie korekty. Teraz powinna czekać nas konsolidacja, bo wsparcia obronione, a na atakowanie szczytu nie będzie tyle siły.

Dalsza część sesji to już tylko marazm i dwa rzucające się w oczy wydarzenia. Pierwsze to około 15:00 ogromne transakcje kupna na kontraktach (na początek 300 szt. w jednym zleceniu), które po doświadczeniach z ostatnich lat natychmiast przyporządkowane są "szwagrom", czyli osobom znającym zamiary funduszy. Wcześniej zawsze za takimi transakcjami szedł ogromny popyt na rynku kasowym. Ile w tym prawdy? Nie nasz problem, ważne, by się podłączyć.

Drugie budzące emocje zlecenie oglądaliśmy na zamknięcie, gdy jedno z biur maklerskich pomyliło aukcje Orkiestry Świątecznej Pomocy z GPW i kupiło za 3,4 mln akcje PEO na +12,6%. Piszę o tym, by wszystkich rozdrażnionych tym zamieszaniem pocieszyć. Jeśli bowiem zastanowimy się, ile czasu potrzeba do przeszkolenia maklerów lub naprawienia sprzętu, to problem do usunięcia jest na dniach. Gorzej, gdy płynność i wielkość rynku oraz struktura inwestorów doprowadzają do takich sytuacji jak ostatni spadek kontraktów o 10% lub arbitraż, który zamiast niwelować nieefektywną wycenę kontraktów, jedynie zwiększa chaotyczne wahania. Wszystko przy akompaniamencie podatku, który jeszcze mocniej odstrasza drobnych inwestorów.