Gospodarka kwitnie! No, może za dużo oglądam państwowej telewizji. Wzbija się do lotu. Jak łabędź z wody. Piękna, dostojna. Jak ktoś lubi się włóczyć po Mazurach, to wie, jak to jest. Trzeba na to wiele miejsca, dużo szumu i plusku. Potem może być różnie. Na przykład uda mu się oderwać od wody nad samym lasem, a potem szybuje wysoko. Ale wtedy to już się nazywa bocian albo skok gospodarczy. Najczęściej jednak lot kończy się gdzieś przy kolejnym cyplu, bo przecież wygodniej unosić się na wodzie. I to się nazywa stagnacja gospodarcza.
Indeksy rynku kapitałowego, a szczególnie akcji, są jednym z wyprzedzających wskaźników koniunktury. Wielu uważa (ja też), że stagnacja w Polsce w ostatnich dwóch latach, jak i podobne zjawiska w różnych okresach, w porównywanych z nami gospodarce czeskiej czy węgierskiej, są tylko cyklicznym odstępstwem od linii trendu wzrostowego. W tym i przyszłym roku powinniśmy więc oderwać się od wody, a nawet przelecieć, na przykład, na sąsiednie jezioro. Niestety, wydaje się, że filozofią panującą w naszych elitach gospodarczych nie jest żaden tam liberalizm, monetaryzm czy socjalizm, tylko agnostycyzm. Cokolwiek to jest, w praktyce zakłada - zdaje się - brak możliwości wyjaśnienia zjawisk w świecie, w tym również zachowania się łabędzia oraz gospodarki. Jak wzrost jest i łabędź leci, to jest to bezsporny fakt naukowy, ale nie można a priori zakładać, że łabędź będzie wobec tego leciał wyżej ani gospodarka przyspieszać, bo to nie byłoby już naukowe, tylko gnostyczne. A przecież powinno być agnostyczne, czyli nie nienaukowe. A więc naukowe. Czyli nie wiadomo, co będzie. Jeżeli ktoś jednak jest wierzący, to wierzy, że łabędź poleci i zamieni się w bociana. Ale co tam elity. Ważne są masy.
Chyba 90% masy w masie deklaruje, że jest wierząca. Tak więc w sondażach i sondach ulicznych, szczególnie w tych z nagrodami, masy wierzą w lot łabędzia. Co więcej, są na to również argumenty naukowe. Na niektórych jeziorach w zeszłym roku, na przykład, widziano plusk i szum. W wielu wsiach widziano też lecące łabędzie. Wyobraźnia ludowa jest jednak bez granic i nie można wykluczyć, że szczególnie te łabędzie w okolicach Wigilii i Nowego Roku to, na przykład, utuczone mewy. Że wzrost eksportu to taka mewa utuczona zawyżonym kursem euro? Albo wzrost produkcji przemysłowej o 8%, spadek bezrobocia 0,00% czy udzielenie kilku zezwoleń na budowę więcej niż kiedyś jest przypadkowe? Może i tak, ale jeżeli weźmie się znaki na niebie i na ziemi, i one potwierdzają to, w co wszyscy wierzą i wiedzą od pokoleń, to już coś. Szybujący w Wigilię po niebie łabędź był od zawsze znakiem dobrej koniunktury w nadchodzącym roku. Ot, taka świecka tradycja.
To dlaczego masy ludowe nie kupują akcji? Przecież zaraz będzie koniunktura, wejście do Unii i ceny wzrosną. Gdzie ten ciąg flagowych, spekulacyjnych, bezpiecznych i wszelkich innych ofert publicznych? Nie ma popytu? No właściwie to jest. Fundusze emerytalne, antypodatkowe i zagraniczni spekulanci tylko czekają, żeby zarobić. Ale na kim by tu zarobić, jak masy nie kupują akcji, mimo że przecież we wszystkich sondażach deklarują, że widziały łabędzia w Wigilię. Co się mogło stać? Może nie mają pieniędzy. Ale na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy mają, mimo że nic na tym nie można zarobić, więc jakby mogły jeszcze coś zarobić, to też by wpłaciły. Niestety, nasuwa się obrazoburczy, nieagnostyczny wniosek. Masy nie wierzą, że mogą zarobić! Co za niewdzięczność!
Spółki giełdowe dwoją się i troją, żeby im dogodzić. Komunikaty giełdowe tchną optymizmem, są przejrzyste i proste. Raporty roczne zawierają wszystkie potrzebne informacje i pokazują korzystny trend. Struktury ofert publicznych wyraźnie premiują inwestorów indywidualnych, z mnóstwem zachęt, akcji bonusowych, dyskontem i obietnicą wysokich dywidend. Inwestorzy strategiczni naszych spółek przecież nigdy nie nadużywają swojej władzy i chronią swoich partnerów mniejszościowych. Nie umieszczają w statutach przykrych rzeczy, nie obchodzą obowiązku wezwań publicznych, nie uchwalają rozwadniających emisji za złotówkę i zapraszają ponad połowę niezależnych członków do swoich rad nadzorczych. Skarb Państwa natomiast ciężko pracuje nad prywatyzacją dużych spółek poprzez oferty publiczne, atrakcyjnie wycenione i obejmujące liderów w swoich branżach.