Dziura budżetowa w 2003 r. miała wynieść 38,73 mld zł. W połowie roku dane o sytuacji budżetu były na tyle niepokojące, że część analityków zaczęła się zastanawiać, czy nie trzeba będzie zmieniać ustawy. W III kwartale przedstawiciele resortu finansów przyznawali, że dochody z podatków pośrednich wyglądają gorzej, niż planowali. Nie było także jasne, czy firmy nie zaczną szukać sposobów na pomniejszenie dochodów, aby podatek zapłacić w 2004 r., już według 19-proc. stawki. W 2003 r. było to 27%. Jednak pod koniec roku sytuacja się poprawiła.
- Wykonaliśmy budżet mimo tego, co wielu analityków sugerowało - mówił wczoraj Andrzej Raczko, minister finansów.
Pomogły wyniki firm
Głównym powodem do dumy resortu był deficyt niższy od zaplanowanego. Wyniósł 36,99 mld zł, a nie 38,73 mld zł. Stało się tak za przyczyną niższych wydatków. Przede wszystkim - posłowie w ustawie zapisali dodatkowe wydatki w wysokości 800 mln zł "o ile pozwolą na nie dochody".
- Nie było takich wpływów, a więc nie ponieśliśmy tych wydatków - wyjaśniała Halina Wasilewska-Trenkner, która po raz ostatni wystąpiła w roli wiceminister finansów odpowiedzialnej za budżet. Z rekomendacji Senatu weszła w skład Rady Polityki Pieniężnej.