To kolejna płaszczyzna, na której toczą się śledztwa w sprawie nadużyć w funduszach inwestycyjnych w USA. Według władz regulacyjnych, aż w 13 na 15 objętych dochodzeniem największych firm maklerskich dopatrzono się nieprawidłowości. Okazało się, że niemal wszystkie domy maklerskie (14) brały pieniądze od grup funduszy za promowanie ich jednostek. Aż 13 firm wyraźnie faworyzowało fundusze, od których brało pieniądze, wręczając klientom ich prospekty i materiały reklamowe oraz eksponując ich nazwy na swoich stronach internetowych. Taka działalność nie jest nielegalna, jeśli o tym informuje się inwestorów. Tymczasem - według SEC - wiele domów maklerskich zaniedbało tego obowiązku. Władze udowodniły też, że maklerzy chętniej polecali instytucje, od których wzięli pieniądze. Co drugi dom maklerski wypłacał też swoim pracownikom wyższe prowizje za sprzedaż jednostek uprzywilejowanych funduszy.
Do tej pory jedynie Morgan Stanley zgodził się na zapłacenie 50 mln USD kary za nieinformowanie klientów, że jego maklerzy opłacani są przez firmy inwestycyjne.
Amerykanie zainwestowali w fundusze inwestycyjne 7 bln USD. Te instrumenty finansowe, uważane do tej pory za najbezpieczniejsze, stały się jednak przedmiotem wielu nadużyć, wykrywanych w ostatnich miesiącach zarówno przez federalne władze regulacyjne, jak i prokuraturę. Jesienią ub.r. ujawniono m.in., że fundusze stały się w ostatnich latach obiektem spekulacji wielkich rynkowych graczy, przede wszystkim funduszy hedgingowych. Jedna z wykrytych afer dotyczyła m.in zezwalania przez wielkie rodziny ogólnodostępnych funduszy na zakup jednostek uczestnictwa przez dużych graczy po kursie dziennego zamknięcia, nawet po oficjalnym zakończeniu notowań giełdowych.